Konrad Dziecielski

Łukasz Kołak

Henryk Piec

Anna Karenina

Pamflet poleca

Zamówienie można składać pod adresem:
This email address is being protected from spambots. You need JavaScript enabled to view it.

Cena książki (jedyne) 30 zł + koszt wysyłki

Kontakt

Dzisiaj:11
W miesiącu:1078
Liczba odwiedzin:81220

Powered by Kubik-Rubik.de

Strona założona:
Anno Domini IV 2011

Wspieraj nas!

Listy z Afryki

(wtorek, 31 stycznia 2017 r.)
Jestem już w Polsce, ale nie wróciłam jeszcze;) Pierwsza noc to myśli utopione w błękicie Oceanu..., druga to Tshukudu Game Lodge, całonocne safari jak w Sylwestra...gdy płakałam z zachwytu. Dzisiejsza noc to Wodospady Victorii z ich obłędną mocą, dostojnym szumem i bielą piany na tle czystego nieba. I to nie sny. To myśli, które tam błądzą, pozostawiona dusza.
Gdybym miała dwa serca to drugie zostałoby w RPA. Pierwsze - oczywiście - na Mauritiusie.
Wiedziałam, że będzie ciężko. Powroty do rzeczywistości, to jak upadek na beton z samolotu. Nie dość, że z samolotu  - to jeszcze na beton:)
Jakby nie wystarczyło, że wracasz z Afryki. Do Europy. W styczniu. Tam lato - tu zima. Tam błękity - tu szarości. Tam uśmiech - tu kamień.
Przerzut z negatywu do pozytywu. Czy aby na pewno? To, co było białe - miało być czarne. To, co miało być potencjalnie niebezpieczne - rozwiewało niepokój.
Czarna Afryka: bielszy odcień bieli. Niebo jest trójwymiarowe. Jeśli nigdy nie widziałeś filmu w 3D, z okularami na nosie, to nie zrozumiesz różnicy. Biel ma tam wiele odcieni. Wzrok przebija się przez transparentność powietrza odnajdując w nim srebrzysty brokat kropel oceanu, wpada w mleczność błękitów tak daleko, aż oprze się o szmaragdowe tło, będące jedynie wstępem do tajemnic kosmosu.
RPA to kraj SZACUNKU, poczucia dumy i godności człowieka.
To krajobrazy tak piękne, ze dech zatyka. To różnorodność przestrzeni, poczucie wolności przemieszane z pokorą dla stanu życia, ta harmonia z przyrodą, te kolory nieba, których nie zobaczysz w Europie. Już po pierwszym pobycie, lata temu, wiedziałam, że mogłabym tam zamieszkać. Świat po przeciwległej stronie wydaje się bardziej przychylny człowiekowi. Każdy Europejczyk , ze swoim zadartym nosem, powinien być przymusowo zesłany na szkolenie do Afryki Południowej. Kraju, który zbudowano na nowo, wymazując poczucie krzywdy i chęć odwetu. Ludzie pozdrawiają się wzajemnie gestem dłoni, uśmiechają szczerze i szeroko. Przez miesiąc byłam w raju. W Europie żyje się za karę. W RPA - szczęśliwie.
Oczywiście malkontent wyciągnie krwawe opowieści na wierzch, będzie pławił się w podkreślaniu nierówności społecznej i biedy mieszkańców w "townshipach", kartonowych osiedlach wokół miast, podejmie próbę zastraszenia statystykami kryminalnymi...I co z tego ? Przez miesiąc nie doświadczyliśmy ani sekundy strachu, ani krzty krzywdy ani ziarna niechęci, że wdzieramy się w ten egzotyczny świat poszanowania i równowagi biologicznej. Każdy zna swoje miejsce. Impala doskonale wie, że obok najedzonego lwa może przejść spokojnie, ale nie skacze mu nad nosem, gdy ten poluje nocą. Tak samo ludzie nie wchodzą sobie w drogę, nie widać konfliktu interesów. Odcienie bieli i czerni przeplatają się wzajemnie nie mieszając, dzięki temu uniknięto szarości, tak wszechogarniającej mój umysł na Starym Kontynencie.
Kto jest prawdziwym imigrantem w Republice Południowej Afryki? Dzicy biali, którzy podejrzliwie patrzą na czarnych? Boją sie ich wzroku przypominającego niechlubną przeszłość apartheidu? Ten kraj jest przyjazny przybyszom. Kultury słowa i szacunku powinniśmy sie od nich uczyć. Ludzie pozdrawiają się wzajemnie, respektują swoją odmienność. Dopóki nie przekroczysz granic, wyczuwalnych dość łatwo, choć nie widocznych na pierwszy rzut oka - jesteś bezpieczny. Jak impala na terytorium najedzonego lwa.
Nawet dzikie zwierzęta mają swoje zasady. Ludzie pogwałcili je wszystkie ignorując boże nakazy. A jednak w tym kraju czuje się więcej miłości niż w ultrakatolickiej Polsce.

Dom Nelsona Mandeli, w Soweto - murzyńskiej części Johanesburga. Obecnie muzeum. Przed domem niezłomnego dobrze ubrane dzieciaki podchodzą do turystów i grzecznie PROSZĄ:  "Can I sing for You?".  Nikt nie żebrze, nie naciąga, nie kradnie. Tylko PROSI. Bo odwiedziny turystów są okazją do podreperowania domowego budżetu.
Anna Karenina