Konrad Dziecielski

Łukasz Kołak

Henryk Piec

Anna Karenina

Pamflet poleca

Zamówienie można składać pod adresem:
This email address is being protected from spambots. You need JavaScript enabled to view it.

Cena książki (jedyne) 30 zł + koszt wysyłki

Kontakt

Dzisiaj:12
W miesiącu:1079
Liczba odwiedzin:81221

Powered by Kubik-Rubik.de

Strona założona:
Anno Domini IV 2011

Wspieraj nas!

Wszystko kojarzy się d...

(wtorek, 20 czerwca 2017 r.)
Tak wyglądała witryna sklepu z odzieżą patriotyczną w centrum Gdańska. W Gdańsku "patriotyczne" lalki z wystawy robiły "heil Hitler"? - alarmuje "Gazeta Wyborcza". Patrzę, faktycznie dwie lalki mają wyciągnięte ręce w hitle..., zaraz, zaraz. O ile mnie pamięć nie myli (a tutaj może być problem) faszystowskie pozdrowienie polegało na wyciągnięciu PRAWEJ ręki, ruchem prostym na wysokości oczu. Tymczasem gdańskie lalki mają wyciągnięte LEWE ręce! Jedna z nich ma nawet rękę skierowaną wprost - ku niebu, więc może druga też miała, ale jej z czasem opadła... Dorotko (to do przesympatycznej red. Karaś,  którą znam osobiście) proszę, oczochraj się. Natychmiast. Przypominam Tobie prawo Iana Betteridge’a, brytyjskiego dziennikarza: „Historia ta jest wspaniałą demonstracją mojej tezy, która mówi, że na każdy nagłówek kończący się znakiem zapytania można odpowiedzieć „nie”. Powodem, dla którego dziennikarze stosują ten rodzaj nagłówka, jest to, że wiedzą, że ich narracja jest prawdopodobnie gówno warta i nie ma żadnego pokrycia w źródłach oraz faktach, do których się odnosi, i mimo to, oni (dziennikarze) wciąż chcą upublicznić swój tekst". Inny brytyjski dziennikarz Andrew Marr pisał: "Jeśli nagłówek zadaje pytanie, spróbuj odpowiedzieć „nie”. Czy to prawdziwa twarz młodych Brytyjczyków? (rozsądny czytelnik odpowie: nie). Czy znaleźliśmy lekarstwo na AIDS? (nie, inaczej nie stawialibyście znaku zapytania). Czy ta mapa dostarcza klucz do pokoju? (prawdopodobnie nie). Nagłówek kończący się znakiem zapytania oznacza, że w ogromnej większości przypadków historia jest tendencyjna lub wyolbrzymiona. Często jest to przerażająca wiadomość albo próba nobilitacji zwyczajnego i szablonowego kawałka raportu do rangi narodowej kontrowersji, a najchętniej do rangi narodowej paniki. Dla dziennikarza zajętego polowaniem na prawdziwe informacje, znak zapytania oznacza „nie kłopocz się za bardzo czytaniem tego”.
Szkoda, Dorotko, szkoda Twojego talentu...
Henryk Piec
 

Wali jak z murzyńskiej chaty

(wtorek, 30 maja 2017 r.)
Renata Kim z "Newsweeka" pyta Roberta Winnickiego, lidera Ruchu Narodowego czy widział spektakl. Sądzę, że chodzi o "Klątwę"... Domyślam się, bo nawet nie chce mi się tej rozmowy oglądać. Wszystko jest takie przewidywalne. Winnicki musi oglądać całość tego czegoś, bo jak nie oglądał, to - zdaje się mówić red. Kim - ma nikłe kompetencje, by wypowiadać sie na temat "sztuki". Szanowna Pani Renato - ujmę to delikatnie - czasami człowiek wejdzie do WC, tuż po tym jak ktoś z niego akurat wyszedł. Krótko rzecz ujmując - wali jak z murzyńskiej chaty. Nie muszę filtrować powietrza przez moje nozdrza, wychodzę i czekam. Oczywiście rozumiem, iż wśród nas  są ludzie, którzy lubią to, gustują w przebywaniu w pomieszczeniu tuż po. Jako człowiek z gruntu wrażliwy pochylam się nad tą dolegliwością, no może nie z życzliwością, ale - dajmy na to - z wyrozumiałością. Moszna? Moszna!(tak czytamy, jak jest napisane).  
Profesor Jorg Baberowski, wykładowca na Uniwersytecie Humboldta w Berlinie powiedział: „Lewica dążyła do hegemonii kulturowej i ją uzyskała. Ta walka o hegemonię nie toczy się w polityce, bo polityka tylko reaguje, wykonuje to, co było już przedmiotem interpretacji. Partie reprezentowane w Bundestagu mówią jednym językiem, nie da się ich już odróżnić od siebie. Rzeczywiste konflikty zachodzącą w instytucjach społeczeństwa obywatelskiego, w mediach, w szkołach, na uniwersytetach. Tam hegemonia kulturowa Lewicy została zabezpieczona strukturalnie w taki sposób, że jakikolwiek opór jest daremny”. I tutaj trzeba dodać jeszcze sztukę - TEATR, bo go również lewicy udało się zająć. Czy na zawsze? Nie wiem, bo procesy są wielopokoleniowe i wątpię, by udało się je odwrócić w ciągu 4 czy też 8 lat.
Jednak z całą pewnością nie musimy wdychać tego smrodu...
Henryk Piec