Konrad Dziecielski

Łukasz Kołak

Henryk Piec

Anna Karenina

Pamflet poleca

Zamówienie można składać pod adresem:
This email address is being protected from spambots. You need JavaScript enabled to view it.

Cena książki (jedyne) 30 zł + koszt wysyłki

Kontakt

Dzisiaj:11
W miesiącu:1078
Liczba odwiedzin:81220

Powered by Kubik-Rubik.de

Strona założona:
Anno Domini IV 2011

Wspieraj nas!

Bociany wracają

(czwartek, 09 lutego 2017 r.)
Leżał sobie gość na stole operacyjnym, wcale nie rekreacyjnie, ale jak najbardziej pod narkozą. I co? Zsunął się na podłogę, jak gdyby nigdy nic. Jak? Trudno pojąć czy pacjent podczołgał do skaju łóżka, czy krótkimi skokami dotarł do celu, czy też podkopał się wprost na podłogę, ale koniec końców wylądował na ziemi, dostarczając zespołowi operującemu zaskoczenia medycznego. Pacjent niestety umarł, zacisnął zęby i przestał oddychać. Klasyka. Medycyna niestety miewa swoje przykre niespodzianki. Umarł, nie tam zaraz na podłodze, ale kilka tygodni później. Czy zgon miał jakiś związek z upadkiem, trudno dzisiaj orzec. Co ciekawe podczas zsuwania niesforny pacjent uszkodził...kolano operującego chirurga. Nasze szczere wyrazy współczucia. Dla lekarza. Co powiedział poszkodowany chirurg? Ano, że upadek na kolano zamortyzował siłę uderzenia operowanego mężczyzny o ziemię. Sukces goni sukces. Panu chirurgowi szczerze współczujemy, bo na operację ortopedyczną trzeba czekać...4 lata (przynajmniej w Gdyni). Nie wiem czy rodzina denata nie powinna zapłacić jakiegoś wysokiego zadośćuczynienia poszkodowanemu chirurgowi. Doradzamy rozważenie takiego rozwiązania.
W internecie pojawiła się również taka oto informacja, że 94-letni powstaniec będzie czekał na okulistę... 9 miesięcy! Co to za news?! Powstaniec jest przyczajony do czekania! W 44 też czekał na pomoc, ale się nie doczekał. Czerwonym czołgom zabrakło paliwa.  I na koniec apel do Polaków, którzy wyemigrowali: WRACAJCIE!!! Bociany przecież wracają! Może nie spadniecie, może się jednak doczekacie. I pamiętajcie - ODWAŻNI ŻYJĄ KRÓCEJ, ALE INTENSYWNIE. Może warto zaryzykować.
Henryk Piec

Zegar Michnika

(środa, 08 lutego 2017 r.)
Dziennikarze "Gazety Wyborczej" mogą spodziewać się obniżki wierszówek. Część dziennikarzy "GW" o cięciach została już poinformowana. ­ Potwierdzam obniżkę, niestety związek w tej sprawie nic nie może zrobić - powiedział Wojciech Orliński, przewodniczący NSZZ "Solidarność" w Agorze. ­ Ostrzegaliśmy zarząd, że te oszczędności wprowadzają "Wyborczą" w spiralę, która zabiła już wiele gazet.
No cóż, fanem "Wyborczej" nie jestem, więc gdy zejdzie z tego łez padołu, łzy jednej nie uronię. "Wyborcza" była i jest aktywnym graczem na scenie politycznej i zawsze opowiadała się za siłami, które czy to wprost, czy to pośrednio wspierały umowę okrągłostołową. Należy przyznać, że p. Michnik uczciwie mieszał beton, bo przeciwnicy układom z Magdalenki, jak już zdobyli władzę, to szybko ją tracili (patrz: "Nocna zmiana" czy też lata 2005-2007). I przez te wszystkie lata "Wyborcza" pełnymi garściami czerpała ze źródełka, czyli Skarbu Państwa, pieniądze w tytuły zamieszczanych na jej łamach reklam. Takie tam nasze nadwiślańskie perpetuum mobile. Liczą się politycy (czytaj reklamodawcy), a czytelnicy... niech by tam jacyś byli, bo przecież z tego tytułu też są pieniądze. Problem pojawia się wówczas, gdy gazeta nazbyt uzależnia się od cyca polityków i gdy władzę obejmuje inna karmicielka - kończą się prenumeraty i ogłoszenia. Nic tylko strzelić sobie pięścią w skroń i rzucić w otchłań niebytu.
Jest jednak dla "Wyborczej" światełko w tunelu. Przyjrzyjcie się fenomenowi  "wSieci"" i "Do Rzeczy". Bez reklam - za to z czytelnikami! Nie tylko, że powstały, ale "wyrąbały" sobie na rynku prasowym miejsce. Na przekór cywilizacji obrazkowej, z dobrymi dziennikarzami, którzy potrafią ciekawie pisać, a nie tylko stawiać litery. Jest jeszcze jeden ważny aspekt sprawy, w "Wyborczej" piszą naprawdę interesujący dziennikarze, ale... dla nich nie będę sponsorował pomysłów p. Michnika.
A "Wyborczej" życzę, by swój sztandar wyprowadziła jak najszybciej.
I na koniec kawał.
Jarosław Kaczyński trafił do nieba, oprowadza go św. Piotr i mówi:
- Widzisz Jarosławie, u nas każdy człowiek ma swój zegar, jak powie jakieś kłamstwo, to wskazówka przesuwa się o jedną działkę, tu jest twój zegar, trochę się twoja wskazówka przesunęła. A to jest zegar Matki Teresy stoi jak stał na godz. 12.
- A gdzie jest zegar Michnika? - pyta Kaczyński.
- Pracuje w korytarzu jako wentylator.  
Henryk Piec