Konrad Dziecielski

Łukasz Kołak

Henryk Piec

Anna Karenina

Pamflet poleca

Zamówienie można składać pod adresem:
This email address is being protected from spambots. You need JavaScript enabled to view it.

Cena książki (jedyne) 30 zł + koszt wysyłki

Kontakt

Dzisiaj:11
W miesiącu:1078
Liczba odwiedzin:81220

Powered by Kubik-Rubik.de

Strona założona:
Anno Domini IV 2011

Wspieraj nas!

Metoda matriuszki

Gdy nie wiem, o czym pisać, to sięgam po niezastąpioną „GazWyb” i schodzę w otchłań, kopalnię absurdów. Długie, ciemne korytarze nonsensu. Labirynty krzywych zwierciadeł.  Nie tam, abym kupował papierowe wydanie gazety, bo zasadniczo szkoda pieniędzy zwłaszcza, że jej faktura – trzeba to w końcu otwarcie powiedzieć - jest zbyt łykowata i nie nadaje się do wycierania „smutnej twarzy”. Wydanie internetowe ma również swoje wady – w przedświątecznym szale monitorem nie można wyczyścić szyby.
Ostatnio jeden z redaktorów stanął na szańcu i zechciał w imponująco radosnym tonie zrecenzować książkę „Zamach w Smoleńsku – niepublikowane dowody zbrodni” autorstwa Leszka Szymowskiego, który to pisuje na łamach „Angory” oraz portalu onet.pl. O zgrozo, obie te platformy informacyjnie w żaden sposób nie są związane z PiS! A wręcz przeciwnie. Zastanawiające jest, dlaczego gazeta poświęca tak dużo miejsca pozycji („jak najbardziej poważna książka”) stawiającej tezę o zamachu?  Jeszcze nie słyszałem żadnego polityka, który taką tezę by postawił. Owszem słyszałem polityków, którzy mówili, że dopóty dopóki nie dysponujemy głównymi dowodami w sprawie (wrak statku powietrznego, czarne skrzynki) nie możemy wykluczyć żadnej wersji prowadzonego śledztwa. Prokuratura uznała inaczej. Jednak oba te stanowiska: teoria o przeprowadzonym zamachu oraz poddanie pod wątpliwość uzasadnienia umorzenia tego wątku śledztwa, to dwie różne sprawy. Bystremu człowiekowi nie ma sensu tej oczywistej różnicy tłumaczyć, chyba że mamy do czynienia z Centaurem malowanym w awangardzie, czyli połączeniem głupka z rowerem. W tej sytuacji tłumaczący ma zasadniczo przesrane.
Więc, o co chodzi? Wydaje się, że chodzi o to, by z marginesu uczynić główne pole sporu, przenieść środek ciężkości ze skraju galaktyki rozumu w jej centrum.  A kiedy emocje sięgną już zenitu i opanują dyskusje, kto będzie zadawał merytoryczne pytania? Kiedy matka śp. Przemysława Gosiewskiego mówi, iż jej syn nie miał 175 centymetrów wzrostu, to raczej wie, co mówi. A skoro wie co mówi, to kto leży w trumnie, na której postawiono pomnik z nazwiskiem jej syna? Jeżeli Małgorzata Wasserman córka, śp. Zbigniewa Wassermanna przedstawia dokumenty medyczne, z których niezbicie wynika, iż ciało jej przekazane nie jest ciałem jej ojca, to kto leży pod tym krzyżem? Odpowiem na te pytania, bardziej intuicyjne, niż mając na to dowody. Otóż polska prokuratura obawia się, że wydając zgodę na ekshumację zwłok otworzy Puszkę Pandory. Litościwie pomińmy fakt, że przy sekcji zwłok nie było naszych patomorfologów, o czym z takim entuzjazmem zapewniała nas p. Ewa Kopacz opowiadając z mównicy sejmowej o poświęceniu polskich lekarzy słaniających się na nogach przy kolejnych sekcjach. Sekwencja zdarzeń wskazuje na to, że w różnych miejscach znajdują się różne części zwłok. Jeżeli to `zostanie ujawnione, będziemy mieli do czynienia z jawną kompromitacją państwa, którą trudno będzie można przykryć. I na to niezależna prokuratura pozwolić nie może.   Zwłaszcza przed wyborami.
Dobrze byłoby, gdyby dziennikarze zechcieli odpowiedzieć na pytania stawiane przez wdowy, matki i córki, bo one dotyczą istoty wyjaśnienia – przynajmniej - skutków tego, co się wydarzyło po Smoleńsku, kiedy to państwo polskie „zdało egzamin”. Im dłużej wczytuję się w główny nurt mediów, tym mniej widzę prób dochodzenia prawdy. Dostrzegam za to ład i skład, by przykryć kłamstwa i głupotę metodą matriuszki. Małe kłamstwo przykryć większym, jedną bzdurę wyeksponować (jak w przypadku recenzji książki o zamachu) i przebić kolejną – jeszcze większą, pamięć wyśmiać a śmiech zapamiętać. Ktoś powiedział, że państwo polskie traktuje wyjaśnienie katastrofy smoleńskiej w kategoriach „włamania do garażu”. Po rocznym śledztwie okazuje się, że była to ocena zdecydowanie na wyrost…
A apel do dziennikarzy… Gadał dziad do obraza, a obraz ani raza.

Henryk Piec

Woda z doniczki

Czy znacie Państwo p. Tomasza Kaczmarka? Zapewne większość z Państwa nie jest w stanie zidentyfikować człowieka. Zresztą Kaczmarków u nas – z całym należnym szacunkiem - jak żwirków i muchomorków. Zatrzęsienie.
Znacie Państwo agenta Tomka!? Tak, tego samego, który w czasie tańca (a tańczył w bezpośrednim zbliżeniu) rozkochiwał w sobie znane kobiety,  by później obsadzać je w pierwszoplanowych rolach popularnych programów rozrywkowych: "Jesteś w ukrytej kamerze" oraz "Mamy cię". Babeczki leciały na niego jak szafa na trzech nogach. O prawa autorskie upomniał się w końcu kanał "Romantica Tusca" i całej sparawie ukręcono łeb u samej szyi, bo kto by pozwolił, by ten tasiemiec rozwadniał mózgi bożego ludu. Pan Kaczmerek został słusznie zdekonspirowany przez media (kto by tam zresztą żałował łobuza łamiącego z taką lekkością niewieście serca), które nadały mu łatwy do zapamiętania pseudonim artystyczny – Agent Tomek. Brzmi poważnie? Prawda!  Jednocześnie postawiono znak równości pomiędzy p. Kaczmrkiem a IV RP, cokolwiek ta ostatnia definicja miałaby oznaczać. I tak oto zrobiło się i śmiesznie i straszno. Dwa w jednym. Taka fajna sztuczka.
Pamiętam jak w 2008 r. żołnierze Służby Kontrwywiadu Wojskowego służący w Afganistanie opublikowali zdjęcia na Naszej Klasie. Nikt nie wiedział, że służą w SKW dopóki nie znalazła się fajna gazeta, która tę prawdę – zapewne w ważnym interesie społecznym – ujawniła. Tak więc dekonspirowanie oficerów służb specjalnych (własnych służb specjalnych) staje się nową świecką tradycją ludu zamieszkującego między Bugiem a Nysą. Być może był to i jest jakiś odwet za „Raport o likwidacji WSI”, który to podciął gałąź, na której niejedna małpa sobie spokojnie banana wcinała. Tego wykluczyć nie można, a wręcz przeciwnie - jest to wielce prawdopodobne. 
Jeden mianownik łączący te dwie sprawy. Obie instytucje zarówno, SKW jak i CBA były powołane przez… No właśnie! I tu pies jest (był) pogrzebany. Gdyby to byli profesjonaliści, którzy swe umiejętności szlifowali pod opiekuńczymi skrzydłami „ludzi honoru” spod znaku SB lub WSW, to inna para kaloszy. Znaczy się, że posiadaliby wówczas właściwy rodowód. A tak słusznie, że podano ich na patelni, by się podpiekali na ogniu medialnej krytyki. Przyjdą następni, dwa razy się zastanowią zanim raz wejdą do tej samej rzeki, co p. Kaczmarek czy żołnierze z SKW. 
A zresztą, co tu będziemy tacy dobrze wychowani! Jaki tam Kaczmarek!? Jacy żołnierze kontrwywiadu wojskowego!? Patrzymy na was agencie Tomek! I na was też – harcerzyki z SKW. Się tylko gdzieś ruszcie np. do Brukseli. Już my was tam wypatrzymy wzrokiem sokolim i w magiel przykładnie wrzucimy, że wszystko pięknie pofarbuje. Jak tylko coś powiecie, to już my to skonsumujemy górą i wydalimy dołem. A wszystko to w zgodzie z dziennikarskim rzemiosłem…
Ah, mówi mój znajomy były dziennikarz, już lepiej pić wodę z doniczki.

Henryk Piec