Konrad Dziecielski

Łukasz Kołak

Henryk Piec

Anna Karenina

Pamflet poleca

Zamówienie można składać pod adresem:
This email address is being protected from spambots. You need JavaScript enabled to view it.

Cena książki (jedyne) 30 zł + koszt wysyłki

Kontakt

Dzisiaj:11
W miesiącu:1078
Liczba odwiedzin:81220

Powered by Kubik-Rubik.de

Strona założona:
Anno Domini IV 2011

Wspieraj nas!

Kandydat fałszywy

(środa, 10 maja 2017 r.)
Biedroń mógłby nieźle namieszać - uważa parówkowy portal związany z red. Lisem. - Jest sondaż, który ocenia jego szanse w wyborach prezydenckich. W pierwszej turze zagłosowałoby na niego ponad 26 proc. badanych. W drugiej, gdyby spotkał się w niej z Andrzejem Dudą, mógłby liczyć na poparcie 32 proc. ankietowanych. Sam zainteresowany, chociaż początkowo dystansował się od pomysłu, to na spotkaniu w Białymstoku oświadczył: "Jeśli Kaczyński mnie wkurzy już tak, że nie będę mógł wytrzymać, wystartuję i zostanę tym prezydentem". Jak mawia mój przyjaciel: "Załoił. Dostał pracę i poniosło go".
I teraz tak, jeżeli Donald Tusk zdecyduje się startować w wyborach prezydenckich, to sprawa wydaje się być "pozamiatana" - wszystkie liberalne ośrodki wesprą "króla" Europy, co oczywiście nie wyklucza możliwości startu samego Biedronia, który będzie robił jako postępowy odgromnik, by później (w drugiej turze) swoje poparcie przenieść na Donalda Tuska. Jeżeli jednak Donald Tusk się nie zdecyduje, to i tak Robert Biedroń nie będzie głównym kandydatem środowisk liberalnych. Dlaczego? Dlatego, że polskie społeczeństwo jest w dużej części konserwatywne i a priori odrzuci zadeklarowanego homoseksualistę. I właśnie o tę część tutaj chodzi, o ten elektorat, który w żadnym wypadku nie odda głosu na Biedronia. Przy silnej kontrkandydaturze urzędującego prezydenta będzie to mission impossible. Natomiast użycie Biedronia, jako użytecznego narzędzia do ostrzalnia przedwyborczego przedpola wydaje się jak najbardziej zasadne.
Sam Biedroń nadaje się do tej roli jak nikt inny: teflonowy, z przypiętym uśmiechem, miły. Nie ma żadnego problemu, by z jednej strony wpierać Postęp, a z drugiej rozdawać ulotki pod kościołem.
Jeden z moich znajomych tak opisywał rozmowę z Biedroniem: "Po kilku uprzejmościach zapytałem go dlaczego usunął obraz papieża z gabinetu i wówczas (a wiesz, że jestem agnostykiem) przez kilka sekund zobaczyłem twarz Diabła: zacisnął zęby, krew odpłynęła mu z policzków, ściągnięte usta,  w oczach pojawiła się wściekłość. Po czym, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wrócił uśmiech i ta łagodność, która cechuje go w programach publicystycznych".
Tak więc Biedroń jest kandydatem na kandydata fałszywym. Prawdziwy siedzi teraz w Brukseli i się namyśla.
Henryk Piec

Rynce opadają

(środa, 26 kwietnia 2017 r.)
Ludzie listy piszą do GeWu. Ostatnio list skreśliła p. Joanna Porwolik, który zatytułowano: "Lekcje religii w szkole - żenada, bezsilność, średniowiecze". "Moja córka chodzi do drugiej klasy podstawówki. Poszła jako niespełna 6-latka, bo urodziła się pod koniec grudnia. Na religię chodzi, bo czułaby się pokrzywdzona, skoro inne dzieci w jej klasie chodzą i idą do komunii. Jest za mała, żeby zrozumieć moje powody.Już w ubiegłym, 2016 roku w pierwszej klasie w okolicach 1 listopada zaczęła się budzić w nocy z płaczem, pytać o groby, śmierć… Religia i katecheta zrobili swoje". Jako rodzic uważam, że pani Porwolik używa argumentów infantylnych i w tym sensie nie wiem czy dorosła do swojej roli. No cóż - taki świat. Moje dziecko też jest "pokrzywdzone", bo jej rówieśnicy maja zapewnione dodatkowe zajęcia pozaszkolne, chodzą w lepszych ubraniach,wyjeżdżają na ekskluzywne obozy itd, itd. Muszę jej wytłumaczyć dlaczego tak się dzieje i że nie może mieć tego wszystkiego, co maja inne dzieci - z bogatszych domów. Moja córka musi nauczyć się krytycznie analizować otaczający ją świat, a my - rodzice - musimy jej to ułatwić. Passus o 1 listopada powala z nóg. Pani Porwolik jest sztandarowym "produktem" naszych czasów. Jednym z jego filarów jest wychowanie dziecka w "otulinie", w krainie fioletowych krówek, gdzie człowiek żyje wiecznie, bez bólu i cierpienia. Oczywiście, ważna jest forma przekazywania wiedzy, która musi być dostosowana do wieku dziecka. To jest poza dyskusją. Jednak z dalszej treści listu wynika, że p. Porwolik wcale nie o to chodzi. 
"Katecheta opowiada dzieciom, że kiedyś, jak dzieci były niegrzeczne, to rodzice tak je lali pasem, że dzieci nie mogły potem siedzieć". Powiedział prawdę - tak było. Cóż począć ale tak było.
"Powiedział dzieciom, że rodzice muszą chodzić do kościoła, bo jak to będzie, jak dzieci pójdą, a rodziców tam nie będzie. Jednej dziewczynce zdechł pies i bardzo rozpaczała - katecheta oznajmił, że zwierzęta i tak nie mają duszy i nie pójdą do nieba". Czego się p. Porwolik "czepia", to trudno pojąć! Oczywistym jest, że osoba wierząca i praktykująca chodzi do kościoła. Rozumiem, że to może być szok poznawczy dla ludzi z krainy fioletowych krówek, ale proszę tę - jak rozumiem dla p. Porwolik przykrą - prawdę przyjąć do wiadomości.
Natomiast jeżeli chodzi o dusze zwierząt, to tutaj sytuacja jest raczej jasna.
W 2014 r. w mediach zawrzało, gdy papież Franciszek, pocieszając chłopca, który stracił ukochanego psa stwierdził, że "niebo otwarte jest dla wszystkich stworzeń bożych". Jednak w tej kwestii Ojciec Św. swoje, a katechizm swoje. Zgodnie z nauką Kościoła zwierzęta posiadają co prawda coś w rodzaju duszy ożywiającej ich ciała, ale jest to śmiertelna "dusza sensytywna", niepodobna do ludzkiej nieśmiertelnej duszy, której dane jest poznawać świat jako dzieło Boże. Jednak dzieci nie zostawiłbym w takiej niepewności, czy wręcz traumie - starając się zrozumieć całą złożoność tego zagadnienia. Przemawia do mnie historia opowiadania przez ojca Leona Knabika, benedyktyna. A zakonnik mówi tak: "Nie tak dawno opowiadał mi ktoś historię o jednym człowieku, ateiście, który miał psa. Bardzo go kochał. Na co dzień nękały tego człowieka pytania o istnienie Boga. Pewnego wieczoru, głaszcząc swego czworonożnego przyjaciela, spojrzał mu głęboko w oczy i powiedział: A jednak Ty jesteś...". Tak więc zaufajmy Bogu, który w swoim nieskończonym miłosierdziu może dosłownie wszystko.
Ad rem.
"Chciałabym ją najpóźniej po komunii zabrać z tych „lekcji”, bo to jest skandal, że nikt nie ma nadzoru nad tym, co się na religii wyprawia i jakich bredni dzieci wysłuchują". Pani Porwolik wyrządza krzywdę podwójną: sobie i swojemu dziecku. Naprawdę dla białej sukienki warto "męczyć" dzieciaka i siebie!? Kobieto, oczochraj się! "Proszę wypisać dziecko z religii i uczyć ją świata tak jak Pani to uznaje za stosowne. Doprawdy nic wielkiego się nie stanie. Posyłanie córki do I Komunii byłoby pustym gestem, zupełnie bezsensownym a przy tym mocno trącącym hipokryzją" - oburzyła się jedna z internautek. I słusznie.
A teraz dochodzimy do meritum listu p. Porwolik: "Byłam jedynym rodzicem w szkole, który powiedział, że skoro szkoła jest świecka, to nie powinny w każdej klasie wisieć krzyże. Po cichu większość się wkurza na tę sytuację, ale nikt nie chce głośno protestować. Dlaczego? Przecież chodzi o nasze dzieci". I p. Porwilik kończy: "Żenada, Średniowiecze, Bezsilność". Dokładnie, jak się czyta list p. Porwolik, to można się zawstydzić. że ludzie potrafią takie pierdoły pisać, a GeWu je publikować. Na miejscu p. Perwolik z tym średniowieczem tak bym nie hulał, bo przy tym poziomie logiki którą prezentuje, a właściwie jej braku, to średniowiecze jawi się jako okres niebywałego postępu, zmian na lepsze. A co do tej bezsilności, to faktycznie rynce (tak się czyta, jak się piszę) opadają.
Henryk Piec