Konrad Dziecielski

Łukasz Kołak

Henryk Piec

Anna Karenina

Pamflet poleca

Zamówienie można składać pod adresem:
This email address is being protected from spambots. You need JavaScript enabled to view it.

Cena książki (jedyne) 30 zł + koszt wysyłki

Kontakt

Dzisiaj:12
W miesiącu:1079
Liczba odwiedzin:81221

Powered by Kubik-Rubik.de

Strona założona:
Anno Domini IV 2011

Wspieraj nas!

Konrad Dziecielski

Pałowania nie będzie

(środa, 11 stycznia 2017 r.)
Sejmowym korytarzami idzie Grzegorz Schetyna. Krok zamaszysty, melony pod pachami, wiosłuje rękoma jak pagajami. Idzie do dziennikarzy zapowiedzieć wojnę do ostatniej kropli krwi, znaczy się każdy poseł PO odda po kropli, oczywiście odda rotacyjnie. Oprócz poseł Muchy, która musi zbierać siły przed kolejnym występem. Schetyna nadyma się ponad miarę i oświadcza, że ani kroku w tył, albo rządzący przyjmą ich warunki, albo...no właśnie co? William Shakespeare napisał: "Rozumiem furię w twoich słowach, ale nie rozumiem słów". Schetyna był początkowo przedstawiany, jako człowiek pokoju, czy raczej przedpokoju. W dyskusje wprowadzono taki oto wątek, że młode wilki z PO prą ku konfrontacji jak lodołamacz po skutej Wiśle, co nie jest na rękę liderowi formacji, bo wszak to taki wytrawny gracz i wie, że to droga donikąd. Tymczasem w sytuacji, w której zarysowała się możliwość zawarcia kompromisu, to nie kto inny, jak Schetyna właśnie okazał się być pierwszym z jastrzębi. Więc jak to jest? Ano jest tak, że Schetyna walczy o zaszczytne miano lidera opozycji (pierwsze miejsce na pudle), żeby nie było - całej opozycji. W sytuacji, w której Petru poszedł na rozmowy z PiS-em, Schetyna musiał mu pokazać miejsce w szeregu. I pokazał. Petru potulnie skulił ogon, zrobił regulaminowy w tył zwrot i wrócił do obozu opozycji totalnej. W tej całej rozgrywce, to Petru postrzegany jest jako postać nad wyraz labilna, rozchwiana emocjonalnie, co być może z ludzkiego punktu widzenia jest zrozumiałe zważywszy, iż lider .Nowoczesnej wrócił niedawno z ciepłych krajów, ale w politycznie, to naprawdę wygląda fatalnie.  Z jajka można zrobić wydmuszkę, ale z wydmuszki jajka już raczej nie!
No dobrze, ale co z dzisiejszym posiedzeniem Sejmu? Otuchy w serca opozycji nie wlał min. Zieliński, który oświadczył, że pałowania nie będzie. Żal. Obstawiam, że pokrzyczą, pokrzyczą, a później odśpiewają polski hymn i wrócą na miejsca. Najbliższego godziny pokażą czy mam rację.
Konrad Dziecielski       

PS. Pomyliłem się. Sypię głowę popiołem, wchodzę pod stół i szczekam. Przyznam, że nie myślałem, że to taka wścieklizna. Mówiłem: "Grzesiek, idź się zaszczep". I co? Miałem rację, a teraz jej nie mam. Wszystko przez Grześka. 
 
 

Puste naczynia

(wtorek, 10 stycznia 2017 r.)
A więc zgoda panowie, zgoda! Opozycja i rządzący w wspólnym uścisku zdają się wołać z ekranów naszych telewizorów. Zaraz, zaraz, a gdzie jest nasz umiłowany gołąbek pokoju, lider Platformy Obywatelskiej Grzegorz Schetyna zwany Scyzorykiem (jak on pięknie wycinał Gilowską, Płażyńskiego, Piskorskiego)? Ni ma! Gołąbek pokoju krąży po niebie i czegoś lub kogoś szuka. Bo to nie gołąbek, to zaspany jastrząb z wysuniętymi pazurkami. Dlaczego zaspany? W ubiegłym tygodniu Schetyna mógł ściągną z Pertu swetru i krzyknąć: "Patrzcie, on jest nagi, a jeszcze wczoraj chciał zająć moje cudowne miejsce - lidera opozycji!". Po czym wzniósłby wysoko swoje sztandary i w zwartym szeregu wycofałby się z okupacji Laski Marszałkowskiej. A tak musi hamletyzować. Teraz został sam ze śpiewającą Muchą (o mamusiu!) i garstką akolitów, którzy tak się pogubili w grafiku rotacyjnej okupacji, że czasami salę zostawiają samą sobie, pustą - na pożarcie marszałka, zwanego Kuchcińskim. Jedyne pocieszenie w tym, że krzyczą wszem i wobec, iż nie są partią białej flagi, co w przypadku PO jest zaklinaniem rzeczywistości. A i pomoże jak umarłemu kadzidło. Puste naczynia robią najwięcej hałasu.
Konrad Dziecielski

"Lincz" Cieleckiej

(środa, 05 stycznia 2017 r.)
Źle ten rok rozpoczął się dla opozycji. Najpierw Ryszard Petru pojechał na Maderę, złośliwi twierdzą, że tworzyć rząd na emigracji. Pojechali w dwójkę, bo tak raźniej. Ale bez żony. Teraz okazało się, że Mateusz Kijowski, ostatnia nadzieja "Gazety Wyborczej", pobiera sowite wynagrodzenie od KOD. Właściwie nie on, a firma jego żony - piszemy to z ostrożności procesowej, bo to ludzie wrażliwi. A miało być pro publico bono.
Wczoraj w "Tak jest" (TVN24) wystąpiła Magdalena Cielecka, aktorka i aktywistka KOD. Excuse me, ale takiej dawki bełkotu, słów wypowiadanych bez jakiegoś sensu, oderwanych od rzeczywistości, dawno już nie słyszałem!
Pani Cielecka udzieliła wywiadu jednemu z tygodników, w którym powiedziała: "[…] pamiętam, jak raz wracałam wieczorem tramwajem po manifestacji, z przypiętym znakiem KOD. I siedział tam facet, czułam, że mnie rozpoznał. I on jakimiś dźwiękami, onomatopejami (trudne słowo - tłumaczymy pod tekstem) zwierzęcymi, próbował dać mi do zrozumienia, że mu śmierdzę. Poczułam się jak – przepraszam za porównanie – żydowskie dziecko w tramwaju w czasie okupacji. Dziecko, które jest wystraszone i wie, że nie powinno w tym tramwaju być”.
Jednym słowem p. Cielecka poczuła się przez dziada "zlinczowana". Nie wszyscy rozumieją dramat całej tej sytuacji. Jeden z internautów w odpowiedzi na wywiad odparował: "Cielecką świetnie rozumiem! Są dni gdy w tramwaju czy autobusie jest taki tłok, że przyciśnięty do szyby czuję się jak Żyd w komorze! Drapię w szybę jak Żydzi w ściany komory. Brak mi tchu. Bycie Żydem w autobusie czy tramwaju to dramat!". Sam nie wim co sądzić o tym wpisie, bo bardziej intuicyjne podejrzewam, że autor robi sobie z Cieleckiej - zwykłe - jaja.
Mike Urbaniak na łamach "GW" tak ocenił, to się stało po tej wypowiedzi: "Za to zdanie Cielecka oberwała zarówno od naturalnych wydawałoby się akolitów, jak i reżimowych szczekaczek. Ci pierwsi zarzucili jej relatywizowanie zbrodni hitlerowskich i zwykłą głupotę, ci drudzy – wiadomo – spuścili ją rynsztokiem, bo kochają się taplać w gównie".
Hm, ja tam uważam p. Cielecką za piękną kobietę, tyle że mówi takie dyrdymały, iż zachodzi uzasadniona obawa, iż pewne procesy zachodzą u niej poza ośrodkiem analitycznym, zazwyczaj umiejscowionym pod czaszką. Gdzie? Nie wiem. I pewnie dla niej samej jest to również nieodgadnioną zagadką.    
Konrad Dziecielki
PS.
Onomatopeja (harmonia naśladowcza, wyraz dźwiękonaśladowczy) – figura retoryczna, używana w poezji jako środek stylistyczny polegający na takim dobieraniu wyrazów (istniejących w mowie lub neologizmów albo glosolalii), aby naśladowały one swym brzmieniem opisywane zjawisko lub dźwięki wydawane przez opisywany przedmiot. O!

Zarzeczny upadł

(środa, 04 stycznia 2017 r.)
Lubiłem "Bul głowy" prowadzony przez Pawła Zarzecznego w Republice. Nie tam, abym go specjalnie wyczekiwał, ale jak już pilotem na niego "wskoczyłem", to łoiłem go do oporu, czyli do końca. W zalewie wszędobylskiej szmiry, otaczającej nas tandety, program, gdzie prowadzący wali prosto z mostu prawdy oczywiste, mógł osobie o konserwatywnych poglądach przypaść do gustu.
Piszę te słowa w czasie przeszłym i z ogromnym smutkiem. Wczoraj p. Zarzeczny powiedział kilka niezwykle gorzkich słów o śp. Ewie Tylman. Nie chcę ich powtarzać, bo...w polskiej tradycji obowiązuje niepisana zasada, że jeżeli o zmarłych masz powiedzieć źle, to nie mów wcale. Po prostu milcz. 
Tak więc p. Zarzeczny powinien swoje "złote myśli" zachować dla siebie, nawet gdyby był święcie przekonany, że porusza się w sferze prawdy absolutnej.
Panie Pawle (przepraszam, że tak bezpośrednio) nikomu pan nie pomógł, a przecież żyją najbliżsi śp. Ewy Tylman i to ich - jak sądzę - mógł pan dotknąć boleśnie. Po co pan takie rzeczy opowiada, skoro jak sam pan powiedział (cytuję z pamięci) "święty nie byłem, kilka razy na plecach wylądowałem". Jak rozumiem położył pana alkohol. Jak większość z nas.  
Aluzje co do preferencji seksualnych domniemanego zabójcy również uważam za dalece chybione. Żeby była sprawa jasna - jestem zwolennikiem kary śmierci za zbrodnie kwalifikowane oraz zagorzałym przeciwnikiem lobby gejowskiego, coraz częściej stosującego terror politycznej poprawności. Uważam, że zasada (do niedawna obowiązująca w amerykańskiej armii) "Nie pytaj, nie mów" - jest wręcz idealna. Cóż z tego, skoro homoseksualiści "wysadzili ją w powietrze", bo uważają, że każdy ma prawo afiszować się gołą d... wśród innych gołych d...tej samej płci. Oczywiście chodzi o parady publicznie, a nie pokazy piękności w alkowach. Wracając do "występu" p. Zarzecznego, to czy oskarżony jest homo czy też nie, nie ma żadnego znaczenia w kontekście jego ewentualnego osadzenia w zakładzie karnym. Jego bezpieczeństwo - bez względu na preferencję seksualną - musi być bezwzględnie chronione! Piszę te słowa jako konserwatysta i ojciec dzieciom!      
Panie Pawle, mam głęboką nadzieję, że miał pan - po prostu - słabszy dzień. Każdemu się zdarza. Trzeba wstać - jak sam pan mówi - z pleców, otrzepać się, grzecznie przeprosić i iść dalej. Czego panu z całego serca życzę.
Konrad Dziecielski