Konrad Dziecielski

Łukasz Kołak

Henryk Piec

Anna Karenina

Pamflet poleca

Zamówienie można składać pod adresem:
This email address is being protected from spambots. You need JavaScript enabled to view it.

Cena książki (jedyne) 30 zł + koszt wysyłki

Kontakt

Dzisiaj:12
W miesiącu:1079
Liczba odwiedzin:81221

Powered by Kubik-Rubik.de

Strona założona:
Anno Domini IV 2011

Wspieraj nas!

Konrad Dziecielski

Wyszkowski nie, Lenin tak!

(czwartek, 20 kwietnia 2017 r.)
Paweł Adamowicz zażądał wycofania kandydatury Krzysztofa Wyszkowskiego do Rady Europejskiego Centrum Solidarności. Swoje stanowisko prezydent Gdańska skierował do wicepremiera, Piotra Glińskiego, wśród którego czterech kandydatur znalazła się legenda antykomunistycznej opozycji.
Taaa, sprzeciw prezydenta Adamowicza pokazuje, że historia raz już napisana przez najbardziej zaufanych z zaufanych, nie może być krytycznie analizowana. Jednym słowem, skoro legenda mówi, że Wałęsa przeskoczył przez mur (chociaż przez który, któż to wie?), to znaczy, że...przeskoczył. Skoro na początku była Henryka Krzywonos, to komu potrzebna jest Anna Solidarność? Przykładów pisania "prawdziwej" historii można by mnożyc na pęczki. I teraz w ten miły i pięknie ułożony świat miałby wejść Krzysztof Wyszkowski, ze swoją wiedzą?
Hola, hola, komu potrzene jest sypanie piachu na tory i wsadzanie kija w sprzychy? Przecież wszystko jest już ładnie ułożone, lud zwiedzający zachwyca sie i podziwia.
Nie trudno zgadnąć, że Wyszkowski zechce otworzyć okna i przewietrzyć ECS, co w praktyce oznacza, że niektóre ekspozycje pospadają ze ścian, na których to na dobre już się zadomowiły. Jest takie powiedzienie, że lawina bieg od tego zmienia, po jakich toczy się kamieniach. Wyszkowski będzie chciał owe kamienie podmienić, co w oznacza, że lawina pójdzie w zupełnie innym kierunku. Nieprawomyślnym.
I na to Adamowicz z alkolitami w żadnej mierze przystać nie może.
Warto przypomnieć, że p. Adamowicz, któremu nie po drodze z Wyszkowskim, kilka lat temu nie miał nic przeciwko umieszczeniu w Stoczni Gdańskiej napisu "Stocznia Gdańska im. Lenina".
Czyli: Lenin tak, Wyszkowski nie! No i fajnie.

Konrad Dziecielski. 

Muzułmanie opanują Europę

(piątek, 14 kwietnia 2017 r.)
Niemiecki minister finansów Wolfgang Schaeuble powiedział, że muzułmanie, którzy migrują do Europy, powinni zrozumieć, iż mogą znaleźć lepsze dla nich miejsca, jeśli nie chcą zaakceptować europejskiego sposobu życia. Takim migrantom powinno się powiedzieć: "podjęliście złą decyzję" - oświadczył niemiecki minister. - Są na świecie lepsze niż Europa miejsca do życia pod rządami prawa islamskiego - dodał.
Ciekawa jest sytuacja, w której bogate - dzięki zasobom ropy - arabskie monarchie znad Zatoki Perskiej pozostają obojętne wobec fali uchodźców z Syrii. - Kraje Zatoki Perskiej powinny się wstydzić, widząc, jak drzwi Europy otwierają się na uchodźców syryjskich, podczas gdy ich drzwi są dla nas zamknięte - powiedział  Abu Mohammed, który znalazł schronienie w Jordanii. - Niestety bogate państwa Zatoki nie opublikowały żadnego komunikatu na temat kryzysu i tym bardziej nie zaproponowały żadnej strategii pomocy migrantom, którzy w większości są muzułmanami - oceniał niedawno publicysta katarskiego dziennika "Gulf Times".
Katarski publicysta nie ma racji. W 2015 r. - jak podaje niemiecka gazeta "Frankfurter Allgemeine Zeitung" - Arabia Saudyjska zaproponowała wybudowanie 200 meczetów w Niemczech, dokąd najczęściej zmierzają uchodźcy! "Zamiast myśleć o tym, żeby sfinansować w Niemczech meczety, prościej byłoby, żeby Saudyjczycy sami zaczęli przyjmować uchodźców i przestali finansować Państwo Islamskie" - ostro zareagował wówczas wiceprzewodniczący CDU i ekspert ds. integracji Armin Laschet. A imigranci - jak ten świstak zawijający czekoladki w złotka - napływali, napływali, napływali.
Co ciekawe fakt, że władze Arabii Saudyjskiej i szejkanatów pozostają głuche na apele o przyjęcie uchodźców, tłumaczy się...kwestiami bezpieczeństwa!
Krzysztof Krawczyk śpiewa:
Mój przyjacielu, przyprowadziłem cię z ulicy
Nakarmiłem, odziałem cię, jak brat.
Dałem ci wiarę, dałem ci spokój,
Dałem gitarę, dałem samochód.
Żony nie dałem, żonę wziąłeś sobie sam.
Szanowny panie ministrze! Jak już muzułmanie opanują zachodnią Europę, to wówczas oczywiście poszukają sobie - jak pan to ujął - innego, lepszego miejsca. Ale najpierw zachodnia Europa. W imię Allaha...
Kiedy w końcu państwo polskie wyzwoli swoich niewolników, dla niepoznaki zwanych obywatelami, wówczas w dzień i w nocy będę trzymał palec na cynglu.
Konrad Dziecielski

Krzywda ks. Lemańskiego

(wtorek, 11 kwietnia 2017 r.)
Ostatnio w jednym z liberalnych tygodników przypomniano sobie o ks. Lemańskim, męczenniku Kościoła, tzn. to Kościół "toruński" go męczy, żeby nie było, że ks. Lemański kroczy na ołtarze. Krótko rzecz ujmując ks. Lemański padł ofiarą abp. Hosera, który automatycznie stał się (po nałożeniu kary suspensy) uosobieniem wszelakiego zła, co to drzewiej ogień ochoczo podkładało pod stosy, na których palono niewinne niewiasty. Suspensę nałożono 22 sierpnia 2014 r., a data okaże się ważna w kontekście tego co dalej w niniejszym tekście naskrobię. W każdym bądź razie tygodnik ubolewa nad żałosnym losem księdza, który (chociaż niewinny) pokajał się, pożałował, a co najważniejsze - swą zwierzchność przeprosił. Tymczasem  abp. Hoser (bo to zły człowiek jest - jak już wcześniej ustaliliśmy) kary zdejmować nie zamierza! Jakiś amok musiał ogarnąć głowę abp. Hosera, który zapewne powodowany pychą (tak charakterystyczną dla naszych hierarchów) dla własnej satysfakcji, jakiegoś diabelskiego zadowolenia chce do końca pognębić sól soli naszego Kościoła. Już miałem chwycić za gęsie pióro i skreślić do abp. Hosera kilka cierpkich a prawdziwych słów, gdy w ręce wpadł mi...tekst ks. Lemańskiego z grudnia ub. roku, a więc pisany w czasie, gdy był już suspendowany.
No to jedziemy:
"Wyruszamy razem z pewną śniadą rodziną na świętowanie Narodzenia Pańskiego do Polski (...)  Nasza śniada rodzina sprzedała dom i wszystko co posiadali zamienili na przepustkę na łódź. Ta ma ich przeprawić do lepszego, bezpieczniejszego, ukształtowanego na wielowiekowej tradycji chrześcijańskiej świata (...) Bezduszność przemytników, zawodność starej łajby, wreszcie przerażająca cisza zepsutego na pełnym morzu silnika. Po ciągnących się w nieskończoność godzinach oczekiwania pojawia się wybawienie. Nie była to łódź Caritasu, ani Frondy, ani nawet okręt polskiej marynarki wojennej. To jakiś niewierzący student z Niemiec sprzedał wszystko co miał i kupił tę łódź, by ratować biedaków".
Rozumiecie państwo tę subtelną ale jakże istotną różnicę pomiędzy wierzącymi w Chrystusa, którzy są pozbawieni wszelkich uczuć, a owym "niewierzącym studentem z Niemiec", który sprzedał ostatnie skarpetki, by mieć na paliwo do łodzi, by ratować rozbitków? Klasyczne zbicie obrazów, z jednej strony zło, z drugiej absolutne dobro. Zło jest - a kuku - wierzące (Caritas i Fronda) a dobro jest niewierzące. Przypadek? Lemański zdaje się zupełnie pomijać fakt, że większość imigrantów to "byki" w kwicie wieku, więc jeżeli to są "rodziny", to raczej jednopłciowe.
"Na Lampedusę. Tu czeka obóz przejściowy, miejscowy ksiądz, lekarz i redaktor Mikołajewski z Polski. Pytają więc Mikołajewskiego o drogę do najbardziej katolickiego kraju we współczesnej Europie. Słyszeli, że papież Franciszek wezwał, by w każdej parafii przygotować schronienie dla jednej choćby rodziny znękanych drogą uchodźców. Jarek milcząc bierze ich w objęcia i łzy spływają mu po policzkach. Miejscowy ksiądz szeptem proponuje, by zadzwonić do emerytowanego sekretarza stanu Tarcisio Bertone. Jakiś czas temu prasa doniosła, że ma spory apartament. Może po tym, jak zawstydzony zwrócił pieniądze pożyczone z kasy dla ubogich, będzie chciał pokazać światu, czego nauczył się od Franciszka. Chyba jednak proboszcz z Lampedusy sam niespecjalnie wierzy w gościnność watykańskiej kurii".
Tak więc ks. Lemański wyraźnie minął się z powołaniem, powinien kupić sobie notes z długopisem, a nie zakładać koloratkę. I znowu ten sam zabieg: dobry papież Franciszek i...cała reszta. Kim jest red. Mikołajewski? Może to Jarosław, publicysta blisko związany z GeWu? Ten sam, który razem z Adamem Michnikiem napisali do papieża Franciszka list otwarty w obronie ks. Lemańskiego i Kościoła otwartego w Polsce? Nie dziwi więc czułość  ks. Lemańskiego, gdy opisuje red. Mikołajewskiego. Zwłaszcza, gdy ten płacze.
"W Niemczech przyjęto już ponad dwa miliony takich jak oni. Zimni Szwedzi okazali uchodźcom ciepłe serca. Podobnie Finowie, Holendrzy, Portugalczycy, Francuzi i Hiszpanie. Nasza śniada rodzina zdecydowała jednak, że podążą do Polski. Polin - tam odpoczną. Po drodze ktoś radzi, by nie wędrowali przez Węgry ani przez Słowację. Wielu zdążających tamtędy zawrócono z drogi. Ciekawe dlaczego, przecież to takie chrześcijańskie kraje".
Wszyscy z otwartymi ramionami przyjmują imigrantów, tylko wierzący w Chrystusa "faszyści" z Polski, Węgier i Słowacji - nie! Ksiądz Lemanski zapomniał dodać, że tych których przyjęliśmy: z Syrii i Czeczenii czekali tylko nadarzającej się okazji, by ruszyć na zachód, gdzie socjal wyższy, gdzie mają już rodziny. 
"Światełko do nieba zaprowadziło ich wreszcie do niejakiego Owsiaka. Jąkał się trochę, ale z kwitkiem nie odesłał i pomocy nie odmówił. Wieczorem zadzwoniła siostra Chmielewska i zaprosiła do siebie. Ochojska z propozycją pomocy pojawiła się chwilę później. Bortnowska, ta co gotowa była użyczyć własny grób dla tych, co zginęli w drodze, obdzwoniła Rzecznika Praw Obywatelskich, Helsińską Fundację Praw Człowieka i znalazła spore grono osób gotowych podzielić się niemal wszystkim. W końcu wybrali zaproszenie do ośrodka Monaru. Ciasno, ale miejsce się dla nich znalazło".
A więc są jeszcze dobrzy ludzie w naszej umęczonej ojczyźnie! Dobrzy ludzie zazwyczaj znajdują się na orbicie GeWu. Ale też są i źli ludzie, oj źli:
"Późną nocą przed ośrodkiem wylądował policyjny helikopter z Błaszczakiem i Zielińskim. Dali śniadej rodzinie 24 godziny na opuszczenie terenu naszego gościnnego i tolerancyjnego kraju. Znów trafili na białoruski dworzec kolejowy. To tutaj na ławce brzemienna urodziła swego pierworodnego syna. Białoruski dyktator okazał im więcej serca niż cała polska klasa rządząca razem z Episkopatem".
Odłożyłem więc gęsie pióro, które tak ochoczo ostrzyłem na abp. Hosera. Tak ks. Lemanskiemu dzieje się jakaś krzywda...
Henryk Piec


Czuchnowski na froncie

(piątek 07 kwietnia 2017 r.)
Na ulicach Warszawy miał miejsce kolejny incydent z udziałem samochodów MON. Tym razem jednak nie doszło do stłuczki ani wypadku. Jeden z kierowców odmówił wykonania polecenia Żandarmerii Wojskowej. Tym kierowcą był...(a jakże)dziennikarz "Gazety Wyborczej" Wojciech Czuchnowski. Zuch!!!
"Gdyby była to karetka lub policja to zrobiłbym wszystko, aby zjechać. Stanąłbym na głowie. Ale w tym przypadku nie czułem się do tego zobligowany - szczególnie po ostatnich historiach związanych z przejazdem pojazdów rządowych - wyjaśnia nasz zuch z GeWu. Tak na marginesie chcielibyśmy zobaczyć, jak red. Czuchnowski, znany w środowisku dziennikarskim z wyjątkowej rzetelności i umiłowania wszelakich standardów demokratycznego państwa prawa, staje na głowie. Ale bez trzymanki! Czyli tak, jak zwyczajowo konstruuje swoje teksy na potrzeby GeWu. 
Ileż trzeba mieć w sobie odwagi, by nie ustąpić drogi kaczystowskim siepaczom?! Chwała bohaterom, wieczna im cześć!!! Medal się należy, jak nic chlebowy.
A przecież kaczyści mogli inaczej: powinni zatrzymać się, grzecznie wylegitymować się panu Redaktorowi, powiedzieć skąd i dokąd jadą, w jakim to celu pędzą szosą, a co najważniejsze - kogo wiozą. I przecież wtedy sytuacja byłaby prosta jak ten drut. Pan Redaktor przeanalizowałby okoliczności i albo kolumnę by przepuścił albo i nie!
A tak, po co te nerwy?  
Po tej sytuacji wyraźnie widać, że zarówno Biuro Ochrony Rządu jak i Żandarmeria (ciekawe dlaczego dodają "Wojskowa", a jaka ma być?) są nieprzygotowane do pełnienia służby. Proponujemy zatem natychmiastowe zmiany. Codziennie - zaraz po porannej odprawie - zaszyfrowanym dokumentem wysłać do Gazety Wyborczej rozpiskę: skąd, dokąd, po co i kogo kolumna będzie wiozła. Po kontrasygnacie dokument nabierze mocy wiążącej.
Żal, że red. Czuchnowskiego nie staranowali. Przecież nowi święci świeccy są nam teraz potrzebni, jak nigdy przedtem.
Andrzej Kowalewski