Konrad Dziecielski

Łukasz Kołak

Henryk Piec

Anna Karenina

Pamflet poleca

Zamówienie można składać pod adresem:
This email address is being protected from spambots. You need JavaScript enabled to view it.

Cena książki (jedyne) 30 zł + koszt wysyłki

Kontakt

Dzisiaj:12
W miesiącu:1079
Liczba odwiedzin:81221

Powered by Kubik-Rubik.de

Strona założona:
Anno Domini IV 2011

Wspieraj nas!

Łukasz Kolak

Palikot za bardzo się wtrąca

Pan redaktor Janusz Rolicki jest zbulwersowany faktem rzekomego wtrącania się Kościoła w życie publiczne. Cieszy go więc fakt istnienia takich sił jak ruch Palikota, które owo wtrącanie się Kościoła chcą powstrzymać. Rzeczywiście Kościół, głosząc swoje zasady i nauki moralne, mocno ingeruje w nasze życie społeczne. Nawet często nie zdajemy sobie z tego sprawy. Również tak błyskotliwy komentator jak pan redaktor Rolicki nie dostrzega tego, jak bardzo Kościół ma na niego wpływ. Wyobraźmy sobie bowiem, że pan redaktor Rolicki wraca ze studia TVN 24 do domu i spostrzega, że został okradziony. Mieszkanie splądrowane, wszystkie cenne rzeczy wyniesione a na domiar złego – konto (zakładam bowiem, że w przeciwieństwie do pewnego znanego, reakcyjnego polityka pan red. Rolicki ma konto w banku) wyczyszczone. Jak poczułby się wtedy pan redaktor? Ucieszyłby się z faktu, że jacyś bolszewicy, w akcie sprawiedliwości dziejowej, pozbawili go dóbr materialnych czy zbulwersował faktem, że owoce jego pracy zostały mu brutalnie odebrane? Czy kierowany poczuciem wybaczenia win nie powiadomiłby o tym fakcie policji czy wręcz przeciwnie – w te pędy ją zawołał i domagał jak najszybszego schwytania i ukarania złodziei? Wydaje mi się, ze wybrałby i zrealizował drugą opcję, nie zdając sobie zapewne sprawy, że jego poczucie krzywdy i żądanie sprawiedliwości wynika właśnie z jednej zasad, które od wieków wpaja ludziom Kościół, a która brzmi: nie kradnij.
Tymczasem pan redaktor Rolicki dołącza do chóru wrogów Kościoła i domaga się nałożenia mu kagańców. Cywilizacja oparta na naukach, jakie głoszą księża i biskupi jest obca Rolickiemu. Być może wynika to z faktu, że jako pupil peerelowskiego reżymu, który również odnalazł się i nieźle urządził w rzeczywistości neopeerelu, nie potrzebuje wsparcia jakie niesie ze sobą cywilizacja wyrosła z zasad, których broni Kościół. Jego bezpieczeństwa strzegą siły potężniejsze od słów biskupów i napomnień proboszczów. Kościół wszak nie ma dywizji ani własnej policji, która zmuszałaby wiernych do np. regularnego uczestnictwa we mszy świętej. Co innego aparat państwowy. Ten zdolny jest do wszystkiego. Ma siłę, aby każdego obywatela zniszczyć w ciągu 24 godzin. Odebrać własność, napiętnować jako terrorystę, zamknąć, zakneblować, uczynić „chorym z nienawiści fanatykiem”. Dlatego to nie Kościół jest moim wrogiem. Do jego nauk moralnych mogę się zastosować, ale nie muszę. Ta instytucja szanuje moją wolną wolę. Stoi na jej straży. Natomiast instytucja, której częścią jest poseł Palikot, czyli sejm, stanowi dla mnie zagrożenie. Kiedy obraduje, moje życie, zdrowie i własność są zagrożone. Każdego dnia może uchwalić prawo, które stanowić będzie dla mnie gwóźdź do trumny. I to tej instytucji się boję. To tę instytucję chcę powstrzymać przed nadmierną ingerencją w moje życie. To ta „firma” psuje i zatruwa nasze życie publiczne panie redaktorze Rolicki! .
Palikocie i spółko – czas abyście odeszli i dali nam spokój!


Łukasz Kołak

III RP, III Rzesza?

Niemiecki zbrodniarz Adolf Hitler stał się współczesną ikoną zła. Do tego stopnia, że zagospodarował wszystkie negatywne emocje współczesnych Europejczyków, nie pozostawiając należnego miejsca w panteonie zbrodniarzy dla komunistów. Oczywiście zrobiono tak celowo aby dobre samopoczucie europejskich i światowych komunistów nigdy ich nie opuszczało. Dlatego pisanie o komunizmie i powstającym na naszych oczach neokomunizmie to syzyfowa praca. Zastępy „młodych, wykształconych i z dużych miast” nie dostrzegają problemu w odradzającym się (czy kiedykolwiek upadło?) kagiebowskim imperium na Wschodzie i rekonstruowanym Układzie Warszawskim. Dlatego aby wytłumaczyć im grozę sytuacji w jakiej znajduje się nasza ojczyzna, trzeba odwołać się właśnie do nazistowskiej ikony zła (nie będę mieszał w głowach „młodym” i pisał o narodowym socjalizmie – za dużo definicji do zapamiętania a jesteśmy już po maturach). Oczywiście i takie odwołania nie gwarantują sukcesu, wszak „partia się nigdy nie myli” a to co za chwilę przeczytają to „stek pisowskich bredni”, ale trzeba próbować. Może da się przekonać chociaż jednego „młodego”?

Kierowana przez Adolfa Hitlera partia, nosząca skrót NSDAP, zdobyła władzę w Niemczech na drodze demokratycznych, legalnych wyborów.  Jej program po prostu spodobał się sporej części Niemców. Podobały im się także uliczne rozróby jakie organizowali bojówkarze tej partii, zgrupowani w organizacji noszącej skrót SA, podczas których tarmosili za uszy i dawali prztyczki w nos swym oponentom politycznym. Wielu Niemców zaczytywało się w wydawanych przez NSDAP gazetkach, w których wyjaśniano im kto jest odpowiedzialny za całe zło świata, w tym za kryzys ekonomiczny jaki akurat miał miejsce oraz co należy z tymi odpowiedzialnymi za to zło zrobić, aby Niemcy na powrót stały się czymś w rodzaju „zielonej wyspy” na tle przeżywających kryzys zgniłych reżymów. Oczywiście na początku nie pisano o zastosowaniu wobec tych złych osób komór gazowych, tylko zadowalano się publicznym wytarmoszeniem ich za uszy i daniem prztyczka w nos. Nie mniej jednak zastosowanie agresji wobec „złych”, odpowiedzialnych za całe zło świata, podobało się wielu Niemcom, dlatego właśnie oddali swój głos na sympatycznego pana z wąsikiem i jego ferajnę.

Parę słów o szefie zwycięskiej drużyny. Swoją karierę polityczną zaczynał jako agent Reichswehry, czyli niemieckiej armii, oddelegowany do szpiclowania monachijskich partyjek radykalnych, jakich wysyp notowano po upadku cesarstwa. Do jednej z takich partyjek się zapisał i nawet, jako zdolny mówca, zrobił błyskawiczną karierę. Otoczył się tam byłymi żołnierzami, którzy po demobilizacji nie mieli co z sobą robić i marzyli o zdobyciu władzy nad krajem. Z nich właśnie rekrutowało się SA. Po latach jednak Hitler odwdzięczył się Reichswerze, czyli swoim mocodawcom z tamtejszego WSI  i kazał powyrzynać aspirujących do roli nowych przywódców narodowej armii szefów SA. Resztę społeczeństwa też wziął za mordę, co było o tyle łatwe, że spora część była zadowolona z jego rządów a ci, którym władza nazistów mniej się podobała byli przekonywani w specjalnych ośrodkach odosobnienia do polubienia czy wręcz pokochania wodza. „Milcząca większość” niemieckiego społeczeństwa jak zwykle się nie wychylała, czekała na to co będzie. Tak doczekała roku 1945 i kompletnej dewastacji swojego kraju.

Właściwie mógłbym zakończyć na tym ten tekst, wszak domyślni czytelnicy już wiedzą o co mi chodzi i potrafią dopowiedzieć sobie resztę sami. Ale nie zapominajmy o tym, że piszę ten „pisowski paszkwil” dla „młodych, wykształconych”, którzy dzisiaj, gdyby mogli, z radości pozdrawialiby rzymskim salutem swego premiera, podnoszącego im, wbrew wyborczym obietnicom podatki. A zatem musimy przejść do łopatologii.

Rządząca Polską partia ma dziś zdobytą w demokratycznych, legalnych wyborach władzę absolutną. Swoich oponentów politycznych zepchnęła do getta z napisem „nieodpowiedzialne oszołomy, odpowiadające za kryzys a nawet całe zło świata”. Nawet jeśli ktoś nie jest członkiem nie lubianej przez obóz władzy partii Prawo i Sprawiedliwość, to i tak został zepchnięty wraz z innymi do owego getta i żadne tłumaczenia nic nie poradzą. „O tym kto jest Żydem decyduję ja!” wykrzykiwał swego czasu pomocnik Hitlera marszałek Goering. „O tym kto jest zaplutym pisowcem decydujemy my!” wykrzykują dziś prominenci rządowej propagandy.

Partia Hitlera miała swych propagandzistów, na czele z Józefem Goebbelsem. Obóz władzy w Polsce też ma swych szturmowców dezinformacji – na czele z Januszem Palikotem, prawdziwym „Der Stürmerem” III RP. Ba! Jak przypomniał 4 sierpnia ub. roku w sejmie poseł Girzyński, w szeregach PO zasiadają też tuby antyżydowskiej propagandy z czasów pamiętnego marca 1968 r. Kandydata na urząd prezydenta tej partii poparł też gen. Wojciech Jaruzelski, który po marcu „odżydzał” Ludowe Wojsko Polskie, pchane następnie przez niego na front walki z własnym społeczeństwem. Do grona sympatyków tej opcji zaliczyć też można niektórych biskupów, w tym jednego, który pół roku temu powiadomił świat o żydowskim spisku i złej imperialistycznej polityce państwa Izrael. Tego samego kandydata poza gen Jaruzelskim, popierało grono „zdemobilizowanych” przez złego Kaczora funkcjonariuszy Wojskowych Służb Informacyjnych, z którymi kiedyś…ten tego…no, znał się. Kraj nasz jest przed kolejną odsłoną kryzysu, tylko czekać kiedy władza będzie szukała kozłów ofiarnych…Wprawdzie Żydów już niewielu, ale pisowców dużo…

Ale nie to wszystko jest najgorsze i napawające lękiem. Najbardziej przerażające są zastępy owych „młodych, z dużych miast”, którzy przypominają mi właśnie te tłumy hajlujące swemu Fürherowi podczas Parteitagów. Cokolwiek powie wódz – ma rację! Kto nie z nami – ten przeciw nam! „Zapakować resztę pisowców do drugiego Tupolewa i wysłać do Smoleńska” – to cytat z pewnego oglądacza „Szkła Kontaktowego”, który podzielił się swymi refleksjami z resztą POlaków za pośrednictwem tego, jakże wyszukanego intelektualnie programu, nadawanego przez „zaprzyjaźnioną telewizję”. Ta eskalacja niechęci czy wręcz nienawiści wobec ludzi krytykujących rządy PO nie jest rzeczą przypadkową. Do czego doprowadzi?

Przesadzam? Wypisuje brednie? Otóż nie, drodzy „młodzi z dużych miast”! Przykładem zaplanowanej akcji mającej na celu dyskredytację „pisowców” i nakręcenie przeciw nim „oświeconej” reszty społeczeństwa jest sprawa krzyża przed pałacem. Gdyby nowo wybrany prezydent chciał naprawdę zakończyć spór, zwany przez niektórych „wojną polsko – polską  (powinno się raczej pisać POlsko – polską) i zbudować zgodę – wyciągnąłby rękę do swych oponentów i powiedział: „Krzyż zostanie tak długo jak długo będzie na to zapotrzebowanie ze strony społeczeństwa”. „Spotkajmy się przy tym krzyżu”. Tymczasem dla nowo wybranego prezydenta priorytetem było właśnie usunięcie tego krzyża (w propagandzie: przestawienie go w godne miejsce) – nie kryzys finansów i jego rozwiązanie, nie emerytury, podwyżki, ale właśnie usunięcie krzyża sprzed swego nowego miejsca pracy i wypoczynku.

Awantura wokół krzyża, sprowokowana celowo przez rządzących, też nasuwa mi podobieństwa do działań rządzących Niemcami nazistów. To oni właśnie po zajęciu Polski, w rocznicę kryształowej nocy z 9 na 10 listopada 1939 r., rozpoczęli na Pomorzu akcję niszczenia przydrożnych krzyży i figurek.

 A zatem „młodzi, z dużych miast” oraz Wy, którzy stanowicie w kraju niegłosującą „milczącą większość”! Wołam do Was! Nie wpędzajcie nas wszystkich na drogę do zniewolenia! Nie podoba Wam się PiS? W porządku, w następnych wyborach zagłosujcie i wybierzcie kogoś innego, choćby Dana Browna polskiej prawicy – Janusza Korwin Mikkego. Ale nie skazujcie nas na władzę absolutną Mira, Zbycha, Rycha, Janusza Palikota i Iwony Śledzińskiej - Katarasińskiej! Nie idźcie tą drogą! 

Łukasz Kołak

Poetyckie duperele

(sobota, 04 lutego 2012 r.)
Ciężki bywa los postępowego poety. Taki Bruno Jasieński dajmy na to. Niby osiągnął szczyty w sowieckiej hierarchii a „bataliony poetów lizały mu stopy”. Ale koniec końców skończył jako ofiara tow. Stalina w latach tzw. „wielkiej czystki”. Albo Włodzimierz Majakowski inny heros na sowieckim firmamencie. A jak przyszło, co do czego, to musiał popełnić samobójstwo, w przeciwieństwie do pułkownika Przybyła, skuteczne. Jak informowało swego czasu, doskonale poinformowane Radio Erewań, jego ostatnie słowa miały co prawda brzmieć „Towarzysze co robicie, nie strzelajcie!”, ale trudno się temu dziwić. Wszak sam Majakowski pisał, że „jednostka niczym, kolektyw wszystkim”, więc nie dziwota, że w tym jednostkowym samobójstwie pomógł mu jakiś, wyrobiony na odcinku samobójstw, czekistowski kolektyw.
Na tym tle jakże spokojny i usłany różami jawi się żywot zmarłej kilka dni temu Wisławy Szymborskiej. Ominęły ją na szczęście „herbatki u Stalina” i inne tego typu przyjemności postępowych twórców, a mimo to zyskała nieśmiertelny poklask s(r)alonów tzw. III RP. Wszystko to za sprawą nagrody Nobla, która z kolei była możliwa, dzięki m.in. temu oto wierszykowi autorstwa krakowskiej poetki:

Lenin
Że w bój poprowadził krzywdzonych,
że trwałość zwycięstwu nadał,
dla nadchodzących epok
stawiając mocny fundament -
grób, w którym leży ten
nowego człowieczeństwa Adam,
wieńczony będzie kwiatami
z nieznanych dziś jeszcze planet.”

Cóż za finezja, lekkość stylu i proletariackie zaangażowanie! Stopy same wystukują rytm zwycięstwa w walce z reakcyjnym… przepraszam, wzruszyłem się…
A zatem ten i inne podobne wierszyki, zwane przez Andrzeja Mleczkę, „duperelami”, usadowiły naszą noblistkę na mlecznej drodze awangardy postępu. O, gdyby słowo „Lenin” zastąpić słowem, dajmy na to, „Hitler”, o wtedy nawet tak dzielny artysta jak Mleczko, nie odważyłby się nazwać podobnego wierszyka „duperelem”! Dopiero dałby odpór faszystowskiej gadzinie, wychwalającej największego zbrodniarza pod słońcem! Ale „Lenin”? W czym problem?
Zatem Drodzy Czytelnicy, zanim rząd w łaskawości swojej zamknie nam możliwość swobodnego korzystania z intelektualnego dorobku postępowych poetów, napawajmy się do woli ich zaangażowaną twórczością. O zaangażowanym dorobku bohatera powyższego wierszyka nie wspominając.
Z proletariackim pozdrowieniem zaciśniętej pięści!
Łukasz Kołak

Niech żyją ACTA... ale, co najwyżej nagich kobiet!

(środa, 25 stycznia 2012 r.)
Apel wysoce seksistowski
Rząd oszalał!!! Jak może to zrobić lemingom?! Jak może pozbawić ich możliwości swobodnego korzystania z radosnej twórczości intelektualnej dziennikarzy (przy słowach „rząd”, „dziennikarze” itp. puszczam oko) Gazety Wyborczej lub TVN – u? Jak może pozbawić ich wykorzystywania medialnych wypowiedzi takich ałtorytetów jak Stefan Niesiołowski, Kazimierz Kutz czy Janusz Palikot? Jak to sobie w ogóle wyobraża?! Czy już nikt nie będzie mógł wykradać własności intelektualnej pułkownika Putina, generałowej Anodiny i naszych rodzimych śledczych (tu znów oczko) dotyczącej informacji o liczbie generałów w kokpicie Tupolewa, albo brzozach na smoleńskim lotnisku lub ilości podejść do lądowania tegoż samolotu pamiętnego 10 kwietnia? Jak to możliwe, że premier Tusk chce zerwać ze świetlaną, postępową i świecką, przy okazji, tradycją powtarzania przez ogół postępowej opinii publicznej tez drukowanych na łamach Trybuny Ludu i jej aktualnych medialnych mutacji? Panie Premierze, jak będziemy dalej żyć?! Proszę się opamiętać! Proszę pozwolić nam nadal legalnie kopiować i rozpowszechniać mądrości serwowane nam przez zastępy czołowych publicystów, pisarzy, celebrytów itp. (oko mi już łzawi od mrugania). Nie wyobrażam sobie dalszego życia na tym łez padole bez możliwości codziennej kradzieży intelektualnych konstrukcji tworzonych przez Tomasza Wołka! Pozbawiony tej możliwości będę już tylko mógł kupić sobie sznur i iść we wiadomym celu do lasu, bo pozwolenia na broń jako faszyście mi nie dadzą.
Nie chcemy żadnych ACTÓW! No chyba, że nagich, jakiejś kolejnej gwiazdeczki. Albo kolejnych ciekawostek z IPN –u .Ale żadnych innych! Te ACTA proszę sobie odłożyć ad SRACTA!
Łukasz Kołak