Konrad Dziecielski

Łukasz Kołak

Henryk Piec

Anna Karenina

Pamflet poleca

Zamówienie można składać pod adresem:
This email address is being protected from spambots. You need JavaScript enabled to view it.

Cena książki (jedyne) 30 zł + koszt wysyłki

Kontakt

Dzisiaj:12
W miesiącu:1079
Liczba odwiedzin:81221

Powered by Kubik-Rubik.de

Strona założona:
Anno Domini IV 2011

Wspieraj nas!

Łukasz Kolak

Wieści z Leminggradu

Janusz „Blood & Sperma” Palikot, znany komiwojażer świniny, wyrobów gumowych oraz konsument „małpek” zmienia asortyment. Nie daje się kryzysowi i w czasach, gdy jego polityczny przyjaciel (czy wręcz pupilek), zwany szumnie prezesem rady ministrów, załatwia Polakom podwyżki (VAT –u, energii itd.), zmienia branżę. Tym razem wchodzi w rynek dewocjonaliów. Aby interes wypalił w sukurs idą mu gadzinowe media, które jak zwykle zapewniają darmową reklamę. I tak lemingi mogły zobaczyć jak szef Ruchu Poparcia Siebie Samego (czy jakoś tak) rozwiesza na ścianie urzędu krzyże obu obrządków, gwiazdę Dawida i półksiężyc. „Po 10 kwietnia przeżyłem katharsis” zapewnia nas niedawny miłośnik bukkake. „Lat 20 duch w nim drzemał, aż go rzymski krzyż oświecił, kniaź Jarema, kniaź Jarema, straszny będzie dla swych dzieci!” – śpiewali swego czasu Kaczmarski, Gintrowski i Łapiński. Ale nasz bohater doznał innego objawienia. Po 10 kwietnia zauważył, że od tysiąca lat Polska jest pod jarzmem Kościoła. To ci dopiero iluminacja! Teraz tylko czekam jak pan Janusz w swej prywatno – publicznej walce z Galilejczykiem będzie się starał o angaż w jakimś zespole satanistycznym. Zdaje się, że zwalnia się miejsce w formacji Behemoth, której lider ostatnio choruje i być może… się nawróci (pomyśleliście, że napiszę – zejdzie? Wstręciuchy!). Wtedy jedynym ratunkiem dla zespołu byłby nowy image Palikota. Już widzę te sceniczne performensy: olbrzymi piec hutniczy na scenie, Palikot w pelerynie z trupim makijażem wrzuca do niego krzyże łacińskie, prawosławne, smoleńskie, gwiazdy Dawida, półksiężyce, pentagramy i przetapia je na jednego wielkiego… fallusa, któremu cześć oddają inne członki… znaczy się, pozostali członkowie Ruchu Poparcia (członkinie w tym czasie też mogłyby coś oddawać – możliwość inscenizacyjna jest w tej materii niewyczerpana).

Oczywiście truizmem jest stwierdzenie, że akcje Palikota to odwracanie uwagi od spraw ważnych. Ale ważnymi sprawami i tak lemingi się nie interesują, więc, po co zawracać im nimi głowę. „Jest krzyż, jest imprezka!”, zwłaszcza, że mistrzem ceremonii jest pan Janusz. W tym szaleństwie jest (jednak) metoda. Zapewne nikt w sowieckich mediach głównego nurtu, nie zwróci uwagi na to, że szefowi Ruchu udało się przypadkiem zrobić coś pożytecznego. Przypomniał nam mianowicie, tradycję Rzeczypospolitej Obojga Narodów z czasów, gdy respektowała prawa innowierców i przyjmowała pod swoje skrzydła ludzi innych kultur i obrządków. Gdy miała swoich nadwornych Żydów, którzy (w przeciwieństwie do dzisiejszych) dawali Jej zastrzyk gotówki. Gdy wynajmowała sobie Tatarów, aby walczyli w Jej imieniu na polach bitew. Gdy chasydzkie pieśni, śpiewane ku czci Pana, rozbrzmiewały po polach i lasach. Takie właśnie refleksje naszły mnie, gdy spoglądałem na „instalację” Świńskiego Ryja. Jestem tylko ciekaw, kiedy do sądu pozwą go Żydzi, którzy nie lubią, gdy obok znaku Męki Pańskiej wiesza się gwiazdę Dawida. Jak pamiętamy swego czasu (za „panowania charyzmatycznego premiera Buzka”) rozpętano akcję przeciwko Krzyżowi na Żwirowisku. Sprawa nawet doszła do „pana papieża”, który, wizytując swą Ojczyznę, miał coś na to zaradzić. Jestem ciekaw, jaką decyzję podjąłby w ewentualnej sprawie Palikota, niezawisły sąd (pod postacią młodej sędziny z orłem w koronie na ponętnych piersiach rzecz jasna). Czy nakazałby zdjęcie ze ściany krzyży, czy też gwiazdy Dawida? To ci dopiero problem? Jak z „Antygony” – i tak źle i tak niedobrze. A może Palikot specjalnie zrobił ten happening, żeby ze ścian polskich urzędów i szkół legalnie pozdejmować krzyże i zostawić na nich symbole żydowskie? Ale co w takim razie z półksiężycem? W czyje ręce w końcu chcą nas oddać Palikot i stojący za nim bezpieczniacy? Syjonistów, Talibów czy kremlowskich czekistów?

Reaktywacja Palikota skłania mnie do jeszcze jednej refleksji. Swego czasu osobnik ten wydawał konserwatywne pismo OZON. To pokazuje nam, że nawet rynek niszowych pisemek prawicowych jest kontrolowany przez formację „nieznanych sprawców”. Kiedy jest zapotrzebowanie robią „prawicową kontrrewolucję”, kiedy zmienia się konieczność etapu przystępują do akcji „Bezbożnik”. A my dajemy się robić w ch… gumowego penisa!

Łukasz Kołak

Wieści z Leminggradu (8)

Stary, sprawdzony, zaprawiony w bojach profesor Bartoszewski znów daje głos, ku uciesze lemingów. Ponieważ jest ałtorytetem przez duże „AŁ”, Leminggrad zachwyca się niemiłosiernie jego nowym bon motem, jak to Polacken byli gorsi od niemieckich żołnierzy. Widać, że profesor pozazdrościł światowej sławy, która rozpromienia innego ałtoryteta – Jana Tomasza Grossa, więc postanowił dorzucić swoje trzy grosze i stanąć w świetle jupiterów. Co to mamy być gorsi od emigrantów? Pokażmy, że potrafimy ich zdystansować w dziedzinie plucia na własny naród. Może popłyną znowu strumienie stypendiów, jakie dla Polaczków (ale tych gutt) przygotowali nasi strategiczni partnerzy zza Odry. Kto jak kto, ale profesor Bartoszewski potrafi z tych środków korzystać do tego stopnia, że mógłby nawet otworzyć specjalną uczelnię, kształcącą młodych, zdolnych lizusów do skutecznego pozyskiwania tychże eurosrebrników. Innym przedmiotem tam wykładanym przez naszego ałtoryteta, mogłaby być technologia efektywnej konsumpcji śniadań, lunchów i kolacji z zachodnimi partnerami z tamtejszego wydziału pojednania polsko – niemieckiego (czy jakoś tak). Uwaga generałowie z formacji „nieznanych sprawców”! Wykorzystajcie nasz skarb póki jeszcze może mówić i chodzić. Złoty interes!

Oczywiście żartuję. Profesora B. generałowie specjalnie wykorzystywać nie muszą. Wszak pracuje dla nich już od dawna. Jest doskonałym przykładem tego, że nie wszystkich działaczy podziemia niepodległościowego trzeba było zlikwidować fizycznie. Sowieci musieli zostawić kilku, żeby uwiarygodniać się przed Zachodem, czyli burżuazyjną tzw. opinią publiczną. Patrzcie, w naszym raju sowieckim nawet nasi wrogowie mogą wykładać na uczelniach, pisać artykuły do stołecznej prasy i wyjeżdżać z wykładami do krajów kapitalistycznych. Profesorowi, mimo że oskarżony był za tzw. stalinizmu o szpiegostwo i posiedział pięć lat w kazamatach, udało się zrobić w PRL inteligencką karierę. Ciekawe, że taka Inka, osiemnastoletnia sanitariuszka z oddziału Łupaszki, stanowiła takie zagrożenie dla międzynarodowego proletariatu, że została przez polskich sowietów rozstrzelana. A profesor, wybitny działacz podziemia, uczestnik powstania warszawskiego itd. itp. nie tylko groźny dla władzy nie był, więc rozstrzelania uniknął, ale jeszcze pozwolono mu pisać i wykładać na KUL –u. Ludzie z biografią profesora, jeśli przeżyli tzw. okres stalinowski to mogli sobie, co najwyżej powykładać szkło na blat jakiegoś zapyziałego baru w Pcimiu Dolnym i nalać w nie sobie bimbru. („Nie szukaj drogi znajdziesz ją w sercu, pełna jest knajpa byłych morderców”). A tu, proszę, kariera naukowa jak z bajki. O takich postaciach (i ich losie) jak rotmistrz Pilecki czy gen. Nil nie wspominam. Choć należy podkreślić jeden fakt, aby dobrze zrozumieć rolę, jaką w naszej neosowieckiej rzeczywistości pełni profesor Bartoszewski. Gen. Nil w ostatniej rozmowie z żoną powiedział jej wprost – ginę, bo odmówiłem w współpracy. Taki był los ludzi niepodległościowego podziemia, którzy po 1945 r. nie akceptowali sowietów. Ewentualnie los wyrzutków, popijających wódę w piwnicach i suterenach. O żadnej karierze naukowej, publicystyce i pisarstwie, wyjazdach do Izraela i RFN mowy być nie mogło!

Tymczasem dyskusje o wyborach toczą się dalej. Jeden dzień czy dwa dni? Zastanawiam się, o co chodzi w tym wszystkim? Czy naszym generałom od „nieznanych sprawców” jeden dzień wyborczy nie wystarczy, aby sfałszować wyniki? Potrzebują naprawdę dwóch? Czyżby system komputerowy dostarczony przez wybitnych fachowców szwankował i rzeczywiście trzeba nocą podmieniać urny? A może znają oni prawdziwe sondaże, z których wynika, że elektorat ma już gdzieś wybory i dlatego potrzeba więcej dni, aby zmusić ludzi do pójścia do urny, żeby Euroniunia była zadowolona? Proponuję zrobić w tej sprawie przed wyborami referendum. Fachowcy będą mogli sprawdzić swoje fałszerskie możliwości jeszcze przed właściwym jesiennym plebiscytem.

Łukasz Kołak

Odyseja Świtu (1)

„Halo, halo! Tu Jedynka Polskie Radio! Nadajemy komunikat! A więc wojna!!! Zachodni imperializm postanowił zaatakować naszą umęczoną Ojczyznę! W dniu dzisiejszym wszystkie sprawy schodzą na plan dalszy! Wszyscy jesteśmy żołnierzami! Walka, aż do zwycięstwa!”.

- Czy jestem na wizji? Tak? Już mogę? Dobra! Katarzyna Pastorałka – Zajeziorna, witam państwa sprzed gmachu płonącej kancelarii premiera, w którą przed godziną trafiły dwa imperialistyczne pociski Tomahawk. Jak państwo widzą służby strażackie usiłują bezskutecznie zagasić pożar. Bezskutecznie, ponieważ jedyny czynny w stolicy wóz strażacki jest teraz przed Belwederem, który również płonie. Strażacy muszą niestety radzić sobie przestarzałą już niestety metodą gaszenia pożarów przy pomocy wiader, masowo przynoszonych przez okolicznych mieszkańców. Przed kancelarią widać wyraźne oznaki paniki, wszyscy niepokoją się o los pana premiera i innych ministrów, którzy jak wiemy mieli dziś, wyjątkowo o 10 rano, obradować w sprawie nałożenia kolejnych podatków na rolników, taksówkarzy i obywateli, których nazwiska rozpoczynają się na literę K. Przed chwilą dowiedziałam się z dobrze poinformowanego źródła, że pan premier spóźnił się na posiedzenie rządu, wczorajszy mecz się trochę przeciągnął i uniknął tragicznego losu, jaki stał się udziałem członków jego rządu. Wiemy tylko tyle, że kilkoro ministrów przeżyło bombardowanie i zostało wywiezionych wszystkimi trzema jeżdżącymi karetkami do tajnego szpitala polowego dla VIP – ów. Ich stan jest jednak ciężki. Gdzie przebywa w tej chwili pan premier, niewiadomo. Będę państwa informować na bieżąco. Oddaje głos do studia… Przepraszam… Zapomniałam, że siedziba naszej stacji też padła ofiarą imperialistycznych bombardowań i tylko dzięki pomocy służb wojskowych możemy nadawać dziś program…

Tu Jedynka Polskie Radio! Jak stwierdził na specjalnej konferencji prasowej szef połączonych sztabów wojsk NATO, gen. Patton, potomek legendarnego generała z czasów II wojny światowej, operacja obalenia tyranii i przywrócenia porządku publicznego w Polsce przebiega zgodnie z planem. – W przypadku Polski nie musieliśmy wystrzeliwać w pierwszej fazie operacji aż 112 pocisków Tomahawk, jak było to kiedyś w Libii. Wystarczyło 25 precyzyjnie naprowadzonych na cele, aby skutecznie sparaliżować działanie tyrańskiego rządu i stającej za nim junty oficerów służb specjalnych wywodzących się jeszcze z czasów komunistycznych. Przypomnę, że pociski spadły w pierwszej kolejności na kancelarię premiera, siedzibę prezydenta, budynek sejmu i co ważne – ponieważ w samym gmachu sejmowym przebywa zasadniczo niewielu parlamentarzystów – hotel sejmowy, siedziby stacji telewizyjnych, publicznej, zaprzyjaźnionej i tej drugiej siedzibę najważniejszego dziennika opiniotwórczego oraz boisko rządowe. Ten precyzyjny atak wystarczył, aby zdezorganizować przeciwnika i pozbawić go woli walki – podsumował gen. Patton.

Dokładnie o 6 rano amerykańscy Marines dokonali desantu na plaże Trójmiasta. Przywitały ich…kwiaty, chleb i sól przyniesione przez wysłanników prezydentów Gdańska, Gdyni i Sopotu. Nie uchroniło to lokalnych włodarzy przed utratą realnej władzy w zarządzanych przez siebie miastach. Lokalne grupy dywersyjne, finansowane i przeszkolone przez amerykański wywiad opanowały urzędy miejskie. W Gdyni utworzony został Komitet Ocalenia Publicznego, sprawujący jak sam ogłosił w swej (wydrukowanej zapewne w Waszyngtonie) odezwie, pełnię władzy wykonawczej, ustawodawczej i sądowniczej. Komitet ma sprawować tymczasową władzę na zajętych przez rebeliantów oraz wojska NATO do czasu pokonania legalnego rządu. Komitet powołał do życia Nadzwyczajną Komisję Prawdy, której celem jest utworzenie list osób odpowiedzialnych za zapaść gospodarczą i moralną Polski w ciągu ostatniego trzydziestolecia po tzw. transformacji ustrojowej. Ich sprawy mają być skierowane do rozpatrzenia i osądzenia przez nadzwyczajne sądy ludowe.

Halo! Słychać mnie? Dobrze! Wchodzę! Tu Katarzyna Pastorałka – Zajeziorna, jestem przed gmachem ambasady rosyjskiej. Jak dowiedzieliśmy się przed piętnastoma minutami, tu właśnie schronił się pan prezydent. A zatem pogłoski, że zginął w walącym się od ataku rakietowego Belwederze okazały się nieprawdziwe. Polacy mogą odetchnąć z ulgą, mamy jeszcze władzę, która nas obroni przed atakiem wrogów pokoju i demokracji. Nadal jednak nie wiemy gdzie przebywa premier…

Tu Jedynka Polskie Radio! Znany były poseł z Biłgoraja Janusz Walipies ogłosił powołanie Rządu Ocalenia Narodowego. – Nie może być takiej sytuacji, że premier i prezydent tchórzą, gdy kraj jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Ja i mój ruch poparcia nie będziemy czekać, aż imperialiści powyciągają nas z saka jak kasztany. W widłach Wisły i Sanu będziemy organizować obronę. Tomahawki i Patrioty nas nie przełamią. Rodacy! Do broni! Wiem, że jej brakuje, ale my Polacy potrafimy sobie radzić w trudnych warunkach jak mało, kto. Sami zrobimy sobie broń, jak w powstaniu warszawskim! Do dzieła! Przyjmuję pod swoją komendę wszystkich ochotników! Liczymy na wsparcie naszego wschodniego partnera i przyjaciela. Na pewno nie będzie milczał w nieskończoność!

Katarzyna Pastorałka – Zajeziorna! Mijam właśnie zdenerwowanego wicemarszałka sejmu, a więc i jemu udało się przeżyć?!

- Panie Marszałku! Dokąd pan tak pędzi?

- Jak to gdzie? Do sejmu!

- Przecież budynek sejmu został zniszczony, zostały zgliszcza.

- A tak, rzeczywiście, nie mam dokąd iść…

- Może wycofa się pan na południe i dołączy do Janusza Walipiesa?

- Niech pani nie wymawia tego nazwiska przy mnie. To, co robi ten osobnik jest podłe i głupie. Żeby w takiej chwili opluwać premiera i prezydenta…

- No właśnie a może pan wie gdzie oni teraz przebywają?

- Nie wiem, nie wiem, nic już nie wiem… To katastrofa…A wszystkiemu winni, ci, podli!... Ta hołota!... Jeszcze im pokażemy!!!...

cdn.

Łukasz Kołak

„Czarny czwartek”, czyli „Gdzie jest generał?”

Kino to najważniejsza ze sztuk

W.I.Lenin

 

Wiele jest dat w naszej historii, które mógłbym uznać za czas swoich narodzin. 22 stycznia 1863 r., 1 i 17 września 1939 r., 1 sierpnia 1944. Ale w tym pochodzie tragicznych wydarzeń, 17 grudnia 1970 r. stanowi datę szczególną. Mimo, że jeszcze wtedy nie istniałem pozwalam sobie z całą odpowiedzialnością pisać i mówić o moim Grudniu. Tego dnia Gdynia została wydana na pastwę bandytów w niebieskich mundurach udających po 1944 r. służby porządkowe oraz ogłupionych przez propagandę żołnierzy służących w sowieckiej atrapie polskiego wojska. Miasto i jego mieszkańcy stali się dla nich zwierzyną łowną, a wszystko po to, aby grupa spiskowców namaszczonych przez kremlowskiego suwerena mogła odsunąć od władzy stetryczałego, zaściankowego Gomułkę oraz jego świtę i zastąpić ich „nowoczesną”, otwartą na świat, nowe technologie i dolary ekipę Edwarda Gierka. Aby operacja się powiodła trzeba było, jak to w systemie sowieckim pozabijać trochę ludzi. Udało się – trupy padły, dziadek Gomułka odszedł na emeryturę, sowieci zainstalowali sobie nowych namiestników. Nad całością operacji czuwał pewien generał, predestynowany przez towarzyszy „radzieckich” do roli komunistycznego anioła stróża nad polską masą jeszcze od lat 40.

Temat tzw. „wydarzeń grudniowych” czekał na swój film długo. I niestety jeszcze będzie musiał poczekać. Bowiem z filmu Antoniego Krauzego pt. „Czarny czwartek” o kulisach grudniowej zbrodni niestety nic się nie dowiemy. Film ten jest ważny, ale tylko z jednego powodu. Jest kolejną przesłanką wskazującą, że nadal tkwimy w systemie sowieckim, w którym od czasu do czasu władza zezwoli na skorzystanie z wentylu bezpieczeństwa, aby społeczeństwo (przynajmniej ta jego część spragniona prawdy) mogło się „wyszumieć”. Ale proces wyszumienia musi być pod kontrolą. Wolno zatem powiedzieć „A”, można półgębkiem wymamrotać „B”, ale od wypowiedzenia „C” – wara! Taki właśnie jest najnowszy film o Janku Wiśniewskim i innych ofiarach Towarzysza Generała.

Zbrodnia grudniowa bardzo przypomina zbrodnię katyńską. W ogóle mechanizm zbrodni dokonywanych przez komunistów jest taki sam. Morduje się nie tylko prawdziwych lub wyimaginowanych wrogów ludu, ale także zabija się pamięć o nich. Pluje na ich godność i prześladuje całe rodziny ofiar. Zamordowany „wróg” nie ma prawa do uroczystego pogrzebu, własnego grobu, rodzinie odbiera się prawo do uczczenia jego pamięci. Tak było w Katyniu, tak też było w grudniu 1970 r. Ale system sowiecki charakteryzuje się jeszcze innymi ciekawymi elementami. Co jakiś czas zmienia się mądrość etapu, trzeba oszukać zachodnią tzw. burżuazyjną opinię publiczną a i własną też można przy okazji wywieźć po raz kolejny w pole. Wtedy urządza się szopkę, która ma pokazać, jaka to władza jest wspaniałomyślna. Taką szopkę urządzono w Katyniu, gdy spędzono tam żołnierzy rodzącego się LWP i w asyście dilera opium dla ludu urządzono uroczystości ku czci pomordowanych przez faszystów polskich oficerów. Takie szopki urządzono w czasie, tzw. karnawału Solidarności w 1980 r., gdy władza wspaniałomyślnie zezwoliła na odsłonięcie w Gdańsku pomnika Trzech Krzyży, pozwoliła Danielowi Olbrychskiemu na recytację patriotycznych wierszyków, a Andrzejowi Wajdzie na ekranizację „Człowieka z żelaza”, gdzie po raz pierwszy pokazano przystanek Gdynia Stocznia, na którym grudniowym porankiem polała się krew. Ale na tym mądrości etapu się kończą. Wentyl popracuje i zostaje na nowo zatkany, a społeczeństwo znowu się dusi.

W systemie sowieckim trzeba cały czas lawirować. W okresie „zatykania trąby” siedzieć cichutko. Gdy nastaje odwilż, wtedy można wyjść z nory i zrobić coś konstruktywnego. Np. film o krwawych wydarzeniach. Ale cały czas trzeba się kontrolować. Dawniej robiła to z urzędu cenzura. Teraz, po 1989 r. jesteśmy tak dobrze wytresowani, że nie potrzebujemy urzędu, sami potrafimy się cenzurować. Ugryźć się w język, gdy za bardzo nam buszuje w jamie ustnej. Kopnąć w kostkę, gdy za bardzo fryga. Tak właśni postąpili twórcy „Czarnego czwartku”. Zaserwowali nam oficjalną, podręcznikową, telewizyjną wersję tzw. wydarzeń grudniowych. Oto władza urządza znękanemu społeczeństwu podwyżki cen na artykuły spożywcze, społeczeństwo się burzy, urządza manifestacje, po czym władza, trzęsąca portkami przed towarzyszami „radzieckimi” pacyfikuje krnąbrnych demonstrantów, wciskając milicji i wojsku kłamstwa o faszystowskiej kontrrewolucji na Wybrzeżu. Bezradne biuro polityczne z tow. Wiesławem coraz mniej panuje nad sytuacją, ale kto nad nią naprawdę panuje tego na filmie nie widzimy. Ani śladu generała Jaruzelskiego, ministra obrony narodowej, bez którego żaden wystrzał nie mógłby 17 grudnia w Gdyni paść. Nie dowiadujemy się, dlaczego społeczeństwo zbuntowało się przeciw władzy akurat na Wybrzeżu, a nie dajmy na to w Biłgoraju? Dlaczego na ulicę wyszli pracownicy przemysłu stoczniowego a nie np. listonosze? Ich podwyżki nie dotknęły? Film kończy się przejmującymi scenami pochówku głównego bohatera zamordowanego rankiem na Gdyni Stoczni i ta gra na emocjach ma nam, widzom, zastąpić poznanie prawdy o tym, kto i dlaczego zorganizował w 1970 r. tę masakrę.

Dlaczego o tym wszystkim z filmu „Czarny czwartek” i innych, które kręcone będą w obecnych czasach się nie dowiemy? Odpowie nam porucznik MO Lech Ryś, „sprawujący społecznie dyskretną opiekę nad garstką urwisów”, czyli słynny Wujek Dobra Rada:

- Przecież to dziecinnie proste. Jeśli chcesz aby Twój film dotarł pod neosowieckie strzechy każdego polskiego domu, wzruszając do łez widzów i wzbudzając ich sympatię do Ciebie – Twórcy, a jednocześnie mógł brylować na salonach tzw. III RP, zdobyć patronat prezydenta Bieruta… znaczy się pardon! – Komorowskiego, umożliwić Tobie – Twórcy, dalszą owocną, artystyczną pracę dla dobra wspólnego i Orła Białego na Twej klapie, nie wolno Ci pokazywać Prawdy. Jako wentyl, możesz uchylić jej rąbka i schluss! Gryź się w język! Kop w kostkę, wypij szklankę zimnej wody. Ochłoń! Prawda jest ciekawa tylko dla psycholi i oszołomów!

Ofiary grudniowe czekają dalej na film o kulisach ich śmierci. Polska nadal czeka na Wolność i Niepodległość. Bez ich odzyskania, nie będziemy oglądać filmów, których twórcy dążą do poznania i ukazania nam Prawdy.

Łukasz Kołak